Wiele tysięcy praojców
            i tyleż pramatek mam.
zapadły się ich mogiły
            i nie ma ich kości,
ale mam coś w sobie
            - ich własne DNA.
Poznam je, przy nim uklęknę
            w synowskiej miłości

Kiedy i skąd pojawili się
nasi przodkowie, Słowianie, na Sądecczyźnie i w rejonie  Dunajca

 HOME-TROPIE


O
statnia aktualizacja
tej strony

 19 lip 18

 

***
(strona w trakcie redakcji)

Cztery genomy z rejonu Dunajca

Wyniki najnowszych /2018 r./ badań DNA z rejonu Dunajca informują
o genezie ludności tego regionu i Polski i ich związkach z początkiem Europy

(tekst będzie okresowo uzupełniany)

/Streszczenie/

Publikowana w pracach naukowych, podręcznikach szkolnych i wypowiedziach medialnych, niekiedy o zabarwieniu rasistowskim teza o późnym, bo około VI wieku AD przybyciu Słowian i przyszłych Polaków gdzieś z dorzecza Dniepru lub wprost z Azji na opuszczone przez plemiona germańskie ziemie w dorzeczu Wisły i Odry, wymaga wyjaśnienia. Dokonana teraz analiza ojcowskiego Y-DNA w czterech genomach z dorzecza Dunajca wskazała na ich i ludności regionu przynależność większości do grupy R1a, obecnej  na polskich ziemiach już co najmniej od VI tysiąclecia przed Chr. w osobie jakby jej przodka, człowieka znanego z pochówku na Jeleniej Wyspie (Karelia). Zaś analiza autosomalnego DNA czterech genomów z rejonu Dunajca stwierdza najwyższy tu w Europie, na równi z Bałtami  poziom dziedziczenia komponentu DNA od zachodnich myśliwych zbieraczy (WHG). Jego wzorcem jest DNA człowieka Loschbour (Luksemburg) z VIII tysiąclecia przed Chr., a najwcześniejszym jego źródłem - pierwsi osadnicy Europy okresu lodowcowego z około 40.000 lat temu i ich archeologiczny przedstawiciel z kultury oryniackiej, człowiek z Goyet-Q116 (Belgia). Poprzez ludzi kultury magdaleńskiej i jej grupy Solutre składnik WHG dociera do polodowcowej ludności Europy, zwłaszcza do człowieka Loschbour na Zachodzie i ludności kultury świderskiej na ziemiach Polski i Bałtów, gdzie dziś jest dziś na najwyższym w Europie poziomie, do 50% ich DNA. Tu składnik WHG spotyka się i zespala z haplogrupą R1a w Y-DNA, ojcowską dla Praindoeuropejczyków i Bałtosłowian oraz dla dzisiejszej większości w Polsce i krajach słowiańskich Europy, a w Azji - głównie indo-irańskich Ariów. Tego obrazu genezy nie zmienia dość wysoki procent (około 35%) składnika od wczesnych farmerów z Bliskiego Wschodu i około 15 %  składnika ludności epoki brązu z Kaukazu i średniej Wołgi.

.......................................................................................... ...............................................................................................................
 

W styczniu 2018 r. w amerykańskiej firmie FTDNA w Houston zostały wykonane ostatnie etapy badań genomów DNA, tym razem pełnego testowania linii matczynych i genów autosomalnych w czterech genomach próbek z rejonu dorzecza Dunajca i Sądecczyzny. Choć obecnie tak rozwinięte badania dokonują się w ciągu kilku tygodni, to nasze były wieloletnie, gdyż odbywały się jakby w trakcie dopiero opracowywania przez światową genetykę podstawowych metod i zakresów testowania.

Jedne z tych czterech, oddanych do badania próbek, są z innymi spokrewnione, inne genetycznie odległe. Dla usprawnienia omawiania nazwijmy je symbolami: pietr1, pietr2, pietr3 i pietr4.

Nasze wieloletnie badania dotyczyły trzech podstawowych, najbardziej użytecznych linii genealogicznych DNA.
 

 Trzy linie genealogii genomicznej

Pierwsza linia - genealogia ojcowska Y-DNA;
wyznacza ona genealogię prowadzącą od wspólnego przodka wszystkich ludzi, tzw. Y-Adama; rozpoznaje się ją na podstawie mutacji nukleotydów w ojcowskim chromosomie Y, w jego specyficznym nierekombinującym regionie (NRY), liczącym ponad 20 milionów nukleotydów. Na tej podstawie powstaje drzewo genealogiczne ojcowskiego Y-DNA całej ludzkości, bardzo czytelne, odpowiednie do rozpoznania grup i procesów etnicznych. W rezultacie badań ujawniły się różne haplogrupy mutacji Y-DNA, które na drzewie genealogicznym łączą grupę ludzi w formie oddzielnych gałęzi. Możemy też nazwać je rodami ojcowskimi.

 

Człowiek  R1a,
Jezioro Onega,
Karelia/Rosja,
 6400 przed Chr.
 rekonstrukcja

Symbolami ojcowskiej
linii Y-DNA
większości rodów w dorzeczu Dunajca,  Polaków, Słowian i Praindoeuropejczyków
są odkryci przez archeologów
i genetyków dwaj pierwsi 
 starożytni przedstawiciele  haplogrupy R1a.
Ten pierwszy wydaje się
 być ojcem w linii prostej Praindoeuropejczyków,
 Słowian i większości Polaków.
Ten drugi - jego pierwszym przodkiem w Europie

Człowiek R1a
z Wasylewki
na Dnieprze,

8600 przed Chr.
rekonstrukcja


      1. Próbka  pietr1  ujawniła haplogrupę, którą oznacza się na drzewie genealogicznym symbolem R1a. Choć wyłoniła się około 22 tysiące lat temu, gdzieś w rejonie jeziora Bajkał w południowej Syberii, jako jedyna spośród kilkunastu mega-haplogrup wyróżnia kraje słowiańskie w Europie i indo-irańskich Ariów w kilkudziesięciu procentach; w Polsce zaś cieszy się nią najwięcej, bo 57 %  społeczeństwa.
Kluczowe w tej próbce Y-DNA mutacje to R1a-M417>Z645>Z280>CTS1211>YP343.  Powstanie tej ostatniej gałęzi rodu R1a, YP343, łączy się z rejonem Karpat. Wyłoniła się około 2400 lat przed Chr., rozproszyła się głównie w Europie Środkowej, ale mimo wieku powstania jest w stosunku do innych podobnych bardzo nieliczna.

2. Próbka  pietr2  ujawniła tę samą, co poprzednia, haplogrupę R1a i te same kluczowe mutacje nukleotydów, z wyjątkiem kilku tzw. prywatnych mutacji z ostatnich dwustu lat, co świadczy, że obydwie próbki należą do dość blisko  spokrewnionych osób i pochodzą od wspólnego przodka, żyjącego około 1800 roku.

3. Próbka  pietr3  ujawniła także haplogrupę R1a, ale wyróżniającą się innymi mutacjami kluczowymi: CTS1211>Y35>CTS3402>Y33>Y2902.  Podgałąź Y2902 oddzieliła się od linii CTS1211 dawno, bo około 2400 lat przed Chr. a jej populacja ekspandowała około 500 lat przed Chr. Jest dziś szeroko rozproszona, orientacyjnie od naszych Karpat po Wołgę na Wschodzie.

Te trzy genomy ze swoją haplogrupą Y-DNA wyrażają przynależność do dzisiejszej ludności polskiej, odznaczającej się wysokim na tle Europy, a nawet samego świata słowiańskiego, jej procentem, czego tak co do specyfiki haplogrupy Y-DNA, jak i ilościowego poziomu jej występowania nie można wytłumaczyć asymilacją i slawizacją rzekomej garstki autochtonów, pozostałych po emigracji stąd Germanów, zresztą wykazujących przynależność do innych grup Y-DNA. Archeologiczne znaleziska w kulturze łużyckiej, trzcinieckiej czy ceramiki sznurowej z III tysiąclecie przed Chr. w rejonie Polski grobowych szczątków, wykazujących haplogrupę R1a sąd dowodami ich autochtonności i na przyszłość zapowiedzią lokalności twórców słowiańskich i polskich etnosów.

Haplogrupa R1a z mutacją Z280>CTS1211, pod którą powstały wszystkie powyższe próbki sądeckie, stanowi ok. 37% do 38,5% całego rodu R1a w Polsce. Mamy dwa najstarsze znaleziska archeologiczne CTS1211.
Jedno z Litwy, Spiginas 2, CTS1211 z lat około 2130 p.n.e., kultura wczesny brąz bałtycki.
Drugie z Łotwy, Kivutkalns 19, CTS1211>YP1034>Y13467 z lat około 730 p.n.e., kultura późny brąz bałtycki.
Tak, to jest chyba dowód na pochodzenie przodków ok. 1/5 polskich mężczyzn od Bałtosłowian epoki brązu.

4. Próbka  pietr4  ujawniła haplogrupę J2a1. Wydzieliła się na drzewie genetycznym jako oddzielona od wyżej omówionych około 31 tysięcy lat temu. Powstała zapewne gdzieś w rejonie południowego Kaukazu. Kluczowe mutacje to M172, M410, M25, M26, Z438 i 387 FGC35461. Ludzi tej haplogrupy widzi się wśród pierwszych rolników na południowych obrzeżach Europy około VI tysiąclecia przed Chr., przy powstaniu kultury mykeńskiej w Grecji (około 1700 r. przed Chr.), w kulturze brązu na Węgrzech i Słowacji (kultura Füzesabony-Otomani i Kyjatice BR2 - około 1200 r. przed Chr.), a można  ich domyślać się także w warowni "mykeńskiej" w Maszkowicach nad Dunajcem z około r. 1750 przed Chr. Na Bliskim Wschodzie ten ród jest bardzo liczny, a w Polsce jest niemal nieobecny.

Tak więc okoliczności migracji i obecności J2a1 wyrażają związek z tym rejonem Europy, Karpat i Dunajca od co najmniej pierwszych wieków II tysiąclecia przed Chr.

 

Druga linia - genealogia matczyna mtDNA;
wyznacza genealogię, prowadzącą po linii matek od wspólnego matczynego przodka wszystkich ludzi, tzw. mitochondrialnej Ewy (mtEwy). Linię tę rozpoznaje się na podstawie mutacji nukleotydów w mitochondrialnym DNA (mtDNA), których jest w genomie komórki niewiele ponad 16 tysięcy. Na tej podstawie naukowcy opracowują drzewo genealogiczne matczynego mtDNA całej ludzkości. Ze względu na tempo mutacji w niezbyt licznych nukleotydach mitochondrialnych i wynikającą stąd częstą ich powtarzalność lub zanikanie w tych samych miejscach, drzewo to nie jest tak przejrzyste, by było wystarczająco pomocne w opracowaniu gałęzi drzewa genealogicznego i rozpoznaniu grup i procesów etnicznych.

Przykładowe
drzewo
mitochondrialnego
mtDNA,
haplogruopy mtH
i podstawowych
jej podgrup,
w tym H14a
(Roostalu et al.)

Pietr1 z dorzecza Dunajca oznacza mężczyznę, który od swojej matki otrzymał mitochondrialną haplogrupę H14a. Ta haplogrupa czyli odrębna gałąź genetyczna, ten ród matczyny powstał w rejonie południowego Kaukazu, w Armenii lub Libanie, co nam przypomina miejsce powstania wyżej omówionego rodu J2a1. Ród mt-H14a przybył do Europy Środkowej zapewne w jakimś związku z migracją ojcowskiego rodu J2a1. Właśnie przedstawiciele obydwu linii, matczynej H14a i ojcowskiej J2a1, ujawnili się w osobnych badaniach ludzi z okolic Łącka nad Dunajcem. H14a ma w tej chwili w badaniach Family Finder 36 osób w świecie  bliżej spokrewnionych. W Rosji tylko dwie osoby, z których jedna, Nina Pietrova, to ujawniona teraz potomkini uczestników Powstania Styczniowego 1864-1864, zesłanych dożywotnio na ciężkie roboty rolne w rejonie Tomska koło Nowosybirska, która szuka teraz swoich korzeni... Znajdują się one u nas, w rejonie Dunajca. Wyjątkowe grupowanie H14a ujawnia się na Sycylii i w południowej Italii.

Pietr2 oznacza mężczyznę, który od swojej matki otrzymał mitochondrialną haplogrupę mt-H1. Bliższego jej etapu rozwoju jeszcze nie określono. Ma zapewne bliskowschodnie pochodzenie, prawdopodobnie także przykaukaski. FTDNA wskazało kilka osób mitochondrialnie jej bliskich na południu Europy, zwłaszcza w Italii i na Sycylii, co może być świadectwem migracji Wandalów z ziem polskich na zachód i południe Europy oraz Afryki (królestwo Wandalów w Algierii). Nadto szczególnie liczne "mecze" mtDNA z grupy H1 widzimy w krajach północnych, jak: Irlandia, Anglia, Norwegia Szwecja, Finlandia (w sumie tam ma ponad 25 tzw. meczów).


Ilustracja migracji mitochondrialnych DNA próbek Pietr1 i Pietr2 w kierunku południowym. Zauważamy największą ich
koncentrację w południowej Italii i na Sycylii, co może być rezultatem migracji Wandalów  z ziem polskich w V wieku AD.

 

Pietr3 oznacza mężczyznę, który od swojej matki otrzymał mitochondrialną haplogrupę mt-U3a1. Wyłoniła się ona zapewne gdzieś koło Morza Czarnego, zapewne również na południe od Kaukazu. Jest  nieliczna w Europie. Natomiast najwięcej jej znów w Armenii, następnie zaś w Algierii. Ale pojawia się i wśród próbek z epoki żelaza I i II wieku znad południowego Baltyku  na cmentarzu w Kowalewku kultury wielbarskiej 
https://www.nature.com/articles/s41598-018-20705-6

Pietr4 oznacza mężczyznę, który od matki otrzymał mitochondrialną grupę mt-HV1a1. I ona odznacza się również bliskowschodnią genezą. Według FTDNA głównymi punktami jej ekspansji jest rejon Armenii, a następnie Bałkany (Macedonia?).

 

Trzecia linia - genealogia  populacyjna auDNA,
daje ona rozpoznanie tych populacji czyli grup ludzkich, z których wywodzili się nasi praojcowie i pramatki, a żyjąc w związkach małżeńskich, przekazywali potomstwu ogromną liczbę swoich i swoich przodków nukleotydów tak zwanego autosomalnego DNA (auDNA), zmutowanego i niezmutowanego i w różnym zakresie dziedziczonego przez kolejne pokolenia przodków. Wykrycie kopalnych szczątków starożytnych i uzyskanie ich genomów ułatwia rozpoznanie i lokalizację tych populacji. Ze względu jednak na wielkie mnóstwo skomplikowanych zdarzeń międzypopulacyjnych budowanie jakiegokolwiek drzewa genealogicznego populacji, nawet w małych odcinkach, jest wykonaniem bardzo trudnym, choć dla nauki byłoby bardzo pożytecznym.

Właśnie głównie w zakresie autosomalnego DNA były teraz, w programie Family Finder, dokonane owe styczniowe badania czterech naddunajeckich próbek.

Przydatność badań populacyjnych
widoczna na mapie dzisiejszych Europejczyków.

Nasze DNA porównano z DNA dwóch pierwszych Europejczyków, jakby dalekich sobie kuzynów.
Jeden to człowiek z jaskini Goyet-Q116 (Belgia),
a drugi to człowiek z Kostenki-14  (Rosja).
Żyli blisko 40 tysięcy lat temu. W części DNA
autosomalnego, które od nich dziedziczymy,
okazali się jakby protoplastami Europejczyków
i naszymi przodkami, ale w nierównym stopniu.
Kolor czerwony - to bardziej potomkowie Goyet.
Kolor zielony - to bardziej potomkowie Kostenek.
Czy tu początek różnic między Polakami i Niemcami?

 

Oto ilustracja przydatności autosomalnego DNA dla wykrycia zdarzeń populacyjnych w najgłębszej przeszłości społeczności ludzkiej, sięgającej co najmniej początków Europy. Są to cztery mapy w opracowaniu dra Olega Bałanowskiego (Moskwa), publikowane w wydaniu książkowym i w sieci. . Admixture to komputerowe wyszukiwanie podziałów ludności ziemskiego Globu na grupy wyraźnie sobie odległe genetycznie. Te grupy służą do ujawnienia ich specyficznych komponentów czyli wyróżniających składników autosomalnego DNA  dla celów porównawczych i opracowania genealogii populacji. Skróty K2, K3, K4 oznaczają ilość grup, na które podzielono ludzi całego Globu, z zarazem owe specyficzne komponenty porównawcze.

Dwie mapy wyrażają stan podziału Admixture K6. W Admixture K6 (sześć grup i tyleż z nich komponentów) ujawnia się podział ludności świata na sześć grup, zaskakująco zgodnych ze znanymi sześcioma rasami ludzi. Pierwsza z map przedstawia tu populację śródziemnomorską złączoną z afrykańską (wykrywalną już w analizie  K2). Druga zaś mapa pokazuje populację północnoeuropejską (wykrywalną już w analizie K3 jako zachodnioeurazyjską). Stan ten utrwalił się zapewne dawno, najpóźniej w polodowcowym mezolicie (VIII-VII tysiąclecie przed Chr.).

http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/images/anc_eursouth.jpg

http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/images/anc_eunorth.jpg

W analizie Admixture K18 (18 grup i tyleż z nich komponentów) podzieleniu uległa populacja północnoeuropejska na dwie populacje: zachodnioeuropejską i mało jednorodną wschodnioeuropejską. Stan tego podziału powstał i utrwalił się chyba niedawno, zapewne we wczesnym średniowieczu (im wyższa liczba K, tym podział jest bo młodszy, z więc i płytszy).

Oto mapy powstałe w analizie K18, z podziału populacji północnoeuropejskiej na zachodnioeuropejską i wschodnioeuropejską.

http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/images/anc_eurwest.jpg

http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/images/anc_eureast.jpg

 

Wyniki testowania
autosomalnego DNA czterech genomów

1) Pochodzenie bliższe

W realizowanym przez Family Finder programie badań genów autosomalnych (populacyjnych) ustala się najpierw "My Origins" - bliskie pochodzenie przodków dawcy próbki DNA i jego "kuzynów". Mianowicie z listy przebadanych już osób wybiera się komputerowo tych, z którymi mamy takie same segmenty DNA i stosownie do ilości i łącznej długości segmentów każdej z tych osób ustala się liczbę wspólnych "kuzynów" oraz stopień ich pokrewieństwa od 2 do 5 stopnia pokrewieństwa. Program opracowuje też mapę wspólnego pochodzenia  owego grona krewnych. Mapa pokrewieństwa aktualnie co najmniej  kilkusetosobowego grona krewnych każdej z tych czterech próbek jest prawie jednakowa; zasadniczo pokrywa się ona z polityczną ideą Trójmorza ABC, w zakresie od wybrzeży Adriatyku do Bałtyku i Morza Czarnego (bez Krymu).

Wszystkie cztery próbki  z dorzecza Dunajca mają podobne mapy swoich krewnych do piątego
stopnia pokrewieństwa i ich praojców. Żyją więc jakby w centrum (*gwiazdka) swojej ojcowizny.

 

2) Pochodzenie naszych dalszych przodków

2a. Nasi przodkowie w epoce brązu

Następnie wykrywa się "Ancient Origins" czyli pochodzenie starożytne dawcy próbki DNA. Jest to poszukiwanie w zasobie naszego DNA takich elementów, które nas łączą ze znanymi w nauce DNA archeologicznych (grobowych) szczątków kilku kluczowych kultur naszej dalekiej, dalszej i najdalszej przeszłości. Tę daleką, bo przedhistoryczną przeszłością jest przede wszystkim "epoka brązu" w latach 3000-1000 przed Chr, którą cechowała inwazja migrantów, głównie ze Wschodu (kultury Wołga-Samara i Kaukaz), współtwórców niektórych archeologicznych kultur na naszych ziemiach, a wśród nich może kultury ceramiki sznurowej, pucharów dzwonowatych, unietyckiej, trzcinieckiej, łużyckiej i kilku późniejszych, a językowo - zapewne także twórców  dialektów języka praindoeuropejskiego. Firma FTDNA nazywa przybyszów i twórców tych kultur "Metal Age Invaders". To czas od III do I tysiąclecia przed Chr.

Cztery próbki z dorzecza Dunajca w swoim auDNA ujawniły  po 12 (pietr4), 14 (pietr3), 15 (pietr1) i 13 (pietr2) procent komponentu auDNA, pochodzącego od tzw. inwaderów (językowo PIE?) z epoki brązu,
wykrytego w europejskich pochówkach z lat od 3000 do 1000 przed Chr.

 

2b. Nasi przodkowie w okresie Neolitu

Dalszą przeszłością jest epoka neolitu czyli ważny okres wprowadzenia produkcji ceramicznej i żywnościowej, a zwłaszcza rolnictwa i hodowli bydła i zwierząt domowych, zapoczątkowany napływem do Europy tzw. farmerów z Anatolii w Azji Mniejszej i Bliskiego Wschodu,  zwłaszcza w kulturze ceramiki liniowej rytej. To czas około VI - IV tysiąclecia przed Chr.

Cztery próbki z dorzecza Dunajca w swoim auDNA ujawniły  po 37 procent komponentu,
pochodzącego od wczesnych farmerów w europejskich pochówkach VI i V tysiąclecia przed Chr.
 

Inicjatorzy kultury łużyckiej spoza Karpat, symbolizowani człowiekiem z Ludas (BR2-późny brąz) na pograniczu
węgiersko-słowackim, przekazali także słowianom dość wysoki poziom neolitycznego DNA

 

2c. Nasi przodkowie w okresie lodowcowym i polodowcowego mezolitu

Najdalszą dość łatwo dostępna badaczom przeszłość stanowi polodowcowy mezolit, czas około VIII-VII tysiąclecia przed Chr., gdy ludzie żyli z myślistwa i zbieractwa, a produkowali co najwyżej ozdoby i proste  narzędzia do myślistwa i łowiectwa -drewniane lub kamienne. Międzynarodowa nazwa tej ludności i jej skrót to Hunter-Gatherer (HG) i jej geograficzne warianty, np. zachodnioeuropejscy, wschodnioeuropejscy, skandynawscy (WHG,  EHG,  SHG) i inne.
Po Maksimum Lodowcowym (LGM) ludności zachodnioeuropejskiej grupy myśliwych-zbieraczy przypisuje się zwykle tzw. miejscowe czyli europejskie pochodzenie z południowych refugiów (ostoi). Ale ostatecznie pytamy, co to była za ludność i skąd przybyła?

Chad Rohlfsen opublikował (Eurogenes blog, 5.03.2018 r.) analizę pochodzenia i rysunek drzewa interesującego nas komponentu oznaczanego symbolem WHG. Jest to komponent zidentyfikowany w analizie DNA myśliwego-zbieracza z groty w Loschbour (Luksemburg), żyjącego około 8000 lat temu; był jakby genetycznym kuzynem człowieka z Villabruna (Italia). Ich wspólnym przodkiem był europejski komponent oznaczony symbolem West HG.


Człowiek
z Loschbour

(Luksemburg)
z około
8000 lat temu,
nosiciela
komponentu
WHG

(rekonstrukcja)

Siedziba człowieka Goyet - WHG
z blisko 40.000 lat temu (Belgia-Europa)

 

Pełne drzewo genezy WHG
https://drive.google.com/file/d/1LL81LkNXj2OoYpyYDt6oaWt8SZvnFOrp/view?usp=sharing

a) część górna drzewa
https://drive.google.com/file/d/1Yg_5hT0otkQoVORD4rWTz4OSVwMD9frs/view?usp=sharing

b) część środkowa
https://drive.google.com/file/d/175KEPhfoWaPBpwlkPAepthMnehFu6JXT/view?usp=sharing

c) część dolna
https://drive.google.com/file/d/1MwTWjnn9q1BX1cFBKrM8L-6V-zrkh68M/view?usp=sharing

Komponent West HG, jak pokazuje drzewo, ma dwa źródła. 62% pochodzi od dalekiego przodka "Iron" (mający w potomstwie myśliwych-zbieraczy Iron-Gates HG z Żelaznej Bramy na Dunaju), który z kolei wywodzi się od komponentu West, genetycznego "brata" dla komponentu East. Jak nosicielem komponentu East jest człowiek z Tianyuan (Pekin-Chiny), tak komponentu West możemy upatrywać w człowieku Goyet-q116 (Belgia). Tianyuan i Goyet żyli w tym samym czasie, około 40 tysięcy lat temu.

Pozostałe 38% WHG także wywodzi się od owego człowieka "West", czyli Goyet-q116, ale inną drogą, bo za pośrednictwem człowieka "Mag", czyli z kultury magdaleńskiej, od którego pochodzi np. człowiek El Miron,  żyjący około 19 tys. lat temu w Północnej Iberii.

Tak więc obydwie linie pochodzenia komponenty WHG mają swoje źródło w człowieku Goyet-q116 u początku zasiedlenia Europy w okresie lodowcowym. Ludność WHG przeżyła okres maksimum lodowcowego w dwóch refugiach: w Południowej Francji w kulturze solutrejskiej i magdaleńskiej oraz nad Dolnym Dunajem (Żelazna Brama). Ludność ta została już genetyczne rozpoznana głównie dzięki pracy Q. Fu i zespołu w 2016 r. oraz J. Mathiesona i zesp. 2018.

 Choć pierwsi współcześni ludzie pojawili się w Europie już około 45 tysięcy lat temu, a był to człowiek z Oase-1 (Rumunia) i pokrewny mu kulturowo Ust' Iszym nad Irtyszem (Rosja), to jednak nie pozostawili po sobie potomstwa, jak to udało się ich następcom.

Goyet-q116 (nad Mozą, Belgia), z haplogrupy C1a, nie był samotnym założycielem ludności Europy. Jego jakby starszym kuzynem genetycznym był człowiek Kostenki-14 (znad Dońca, Rosja), z haplogrupy C1b,  z czasu blisko 38.000 lat temu. Zostawili oni po sobie trwałe ślady w swoim potomstwie do dziś.

Pierwsi potomkowie Goyet tworzyli kulturę oryniacką. Około 33 tysiące lat temu zastąpiła ją kultura grawecka, tworzona przez przybyszów haplogrupy I1 i I2. Dopiero pojawienie się około 23 tysiące lat temu kultury magdaleńskiej było jakby kontynuacją pierwotnego osadnictwa w Europie.

Ważne jest to, że szukając wśród dzisiejszej ludności europejskiej w autosomalnym DNA potomków człowieka z Goyet i jego "bazowym DNA" Europy, genealodzy genetyczni i programy komputerowe na pierwszym miejscu widzą populacje Bałtów (Litwa, Estonia) oraz Polski, noszących w swoim DNA sobie największy procent składnika WHG. W komputerowej rywalizacji na poziom komponentu WHG u współczesnych Europejczyków między komponentem człowieka Goyet i komponentem  człowieka Kostenki, na terenie Polski zdecydowanie wygrywa człowiek Goyet (w Niemczech zaś Kostenki). Oto mapa "rywalizacji":

Kolor czerwony - bliższe pokrewieństwo genetyczne z człowiekiem Goyet-Q116;
kolor zielony - bliższe pokrewieństwo z człowiekiem Kostenki-14.

Ale już wcześniej wyjątkowo czytelnym genetycznym krewniakiem Polaków został naukowo wskazany człowiek z Jeleniej Wyspy na jeziorze Onega z VI tysiąclecia przed Chr. W swoim DNA wykazał on wyjątkowe pokrewieństwo genetyczne z Polakami i taki sam poziom komponentu WHG jak Polacy. Widocznie jednoczy nas wspólne pochodzenie autosomalne od ludności polodowcowej kultury świderskiej (zob. niżej), która z kolei wywodziła się kultury magdaleńskiej i jej podgrupy Solutre. Wyróżnił się też, jako czasowo pierwszy, ojcowską haplogrupą R1a-M459, przodkową dla Praindoeuropejczyków, Bałtosłowian i większości Polaków.

Zbliżony do człowieka Goyet w tym pokrewieństwie okazał się człowiek z Villabruna w podalpejskim regionie Włoch, datowany na XII tysiąclecie przed Chr. Najbliższymi jego potomkami znów okazały się ludy od południowego i południowo-wschodniego Bałtyku.

Jaki mechanizm biologiczny czy demograficzny sprawił ten wysoki stan pokrewieństwa ludności krajów przybałtyckich z mezolitycznymi osadnikami Europy, a nawet tymi z epoki lodowcowej? Dlaczego inne populacje, głównie w południowej Europie, odznaczają się obniżonym stopniem genetycznego podobieństwa/pokrewieństwa z WHG, a nawet zupełnym jego brakiem? Otóż na pewno spowodowane to jest zmieszaniem się ich z późniejszymi migracjami w okresie polodowcowym, zwłaszcza w okresie neolitu i brązu. Poza tym przybyłe z Południowego Wschodu grupy farmerów, początkowo, jak stwierdza genetyka,  stosowały przemoc wobec myśliwych-zbieraczy, spychając ich na północ, zabierając im tereny i kobiety.


Podstawowy szlak  migracji komponentu WHG i jego starożytne próbki,
zwłaszcza Loschbour (Luksemburg) oraz La Brana (Iberia) i Motala (Szwecja)

https://fr.wikipedia.org/wiki/Homme_de_Loschbour#/media/File:Loschbour_Mullerthal_2013.jpg

 

Dorzecze Dunajca. Cztery próbki z dorzecza Dunajca w swoim auDNA "rywalizują" między sobą o pierwszeństwo w pokrewieństwie z Europejczykami mezolitu polodowcowego (WHG) z Loschbour, a także prymusami WHG w krajach bałtyckich. Tak też wchodzą w pokrewieństwo z pierwszymi osadnikami Europy okresu lodowcowego, Goyet-Q, z blisko 40 tysięcy lat temu. Mając w swoim auDNA komponenty WHG w procencie 46 (pietr3), 48 (pietr1), 49 (pietr4) i 50 (pietr2), równają się tymi wynikami z Litwinami lub Estończykami, dzierżącymi światowy prym w poziomie tego składnika, a zarazem cieszącymi się w naukowej genetyce najwyższym, jak Polacy, stopniem pokrewieństwa genetycznego z pierwszymi osadnikami Europy.

Jest to zdecydowane potwierdzenie  europejskiej autochtonności naszych ludzi - Polaków i Słowian w Europie.

 

Trójkąt WHG, ANE i EEF wg. Lazaridisa (2014 r.)

W powyższym trójkącie od Lazaridisa symbole populacji ustawiły się w znacznej odległości od ANE (!) i jakby w szeregu od EEF ku WHG, dochodząc do połowy,  mierzonej po linii wierzchołek WHG - przeciwległa podstawa. Na końcu tego szeregu w równej odległości od WHG widać symbol  Estonii (mniejszy punkt czerwony) i Litwy (większy punkt czerwony) oraz dopisany symbol genomów znad Dunajca, D  (populacji Polski niestety nie zaznaczono).

Czy wobec tego pochodzenie naszego komponentu WHG jest od litewskich Bałtów? Nie, bowiem testowano nas zestawem DNA człowieka z Luksemburga. Ale jest faktem, że Polska jest na szlaku migracji tamtejszej kultury Solutre/Ahrensburg > Swiderian > Balt. Kultura Świderska odegrała tu kluczową rolę, zweryfikowaną np. "polskim" pochodzeniem człowieka z Jeleniej Wyspy.

To ilustracja wyników analizy podstawowych komponentów w DNA populacji krajów Europy, to jest: 1) myśliwych-zbieraczy z okresu lodowcowego i mezolitu polodowcowego (WHG);  2) przybyszów myśliwych-zbieraczy z Kaukazu i rejonu Wołgi-Samary (CHG); oraz 3) od wczesnych rolników przybyłych do Europy z Bliskiego Wschodu  (EEF)

Ludność dorzecza Dunajca, jak też Polacy w ogóle i Bałtowie, wyróżnia się najwyższym procentem
komponentu najstarszej ludności Europy (WHG). Jesteśmy "rasowymi" Europejczykami!
- - -

Mapy komponentów DNA w genomach populacji Europy nie zawsze przekazują zgodne dane, gdyż autorzy niejednakowo traktują niektóre mniejsze składniki owych komponentów. Ale na ogół dobrze reprezentują one stan wiedzy. Na mapie pod poniższym linkiem uśredniony komponent WHG Polaków jest równy temu u Białorusinów. Finlandczyków i Szwedów - 48%. Natomiast przewyższają nas w tym Estończycy - 50% i Litwini - 52%, mając w Europie najbardziej pierwotne DNA.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/f1/European_DNA_admixture.png

................

 

Słowiańsko-wandalski epizod
w dziejach Sądecczyzny, Polski, Imperium Rzymskiego i Północnej Afryki

 

Zgodę na wczesną obecność Słowian, Prasłowian, a może nawet jakiejś praojczyzny Indoeuropejczyków na polskich ziemiach utrudnia powszechnie panująca w naukowej literaturze i podręcznikach szkolnych teoria o późnym, najwcześniej w VI w. A.D., przybyciu Słowian nad Wisłę (może nawet wprost z Azji, za Hunami, jak podano w podręczniku) oraz wcześniejszym i wielowiekowym tu pobycie plemion germańskich. Wśród nich dominującą rolę mieli spełnić Wandalowie - głównie Silingowie (zasadniczo z południowo-zachodniej Polski; Śląsk i Łużyce) i Hasdingowie (z Polski południowo-wschodniej: od Dunajca po San), tworzący zwłaszcza wielką archeologiczną kulturę przeworską z Polsce, a później nad Górną Cisą w Kotlinie Karpackiej.  Przesuwając się stopniowo na poludnie przez Kotlinę Karpacką, zajęli tereny ostatecznie od Dniestru i Seretu na Wschodzie po Dunaj, Nitrę  i Wag na Zachodzie. Około roku 400 ruszyli na wielką migrację w towarzystwie Alanów ku Alpom w granice Imperium Rzymskiego, a następnie zmienili kierunek migracji i po stoczeniu w 406 r. pod Moguncją (Mainz) nad Renem morderczej (stracili około 20.000 ludzi), lecz z pomocą Alanów zwycięskiej bitwy z Frankami  oraz kolejnych bitew w rejonie Paryża i pod Pirenejami, przeprawiwszy się w 409 r. przez góry, osiedli na około 20 lat w Iberii.

 

 W Iberii zaś, wśród sojuszy i potyczek z innymi oddziałami Germanów, Wandalowie z sukcesem zbudowali  potężną flotę morską i zdobywszy odpowiednie umiejętności, opanowali morza i przeprawili się przez Gibraltar w 429 r., a zająwszy rzymską część Afryki Północnej, utworzyli samodzielne Królestwo Wandalów ze stolicą w Kartaginie, obejmujące także włoskie wyspy Sycylię, Sardynię i Korsykę, by w końcu złupić Rzym, a w samej Afryce na morzu wielokrotnie zagrozić oddziałom Cesarstwa Bizantyjskiego. Po bujnym rozwoju państwa i potykaniu się z przeciwnościami i cesarskimi siłami, wandalska Kartagina w bitwie w roku 533-534 została ostatecznie pokonana, a królestwo przestało istnieć. Pokonani i upokorzeni w stolicy Bizancjum Konstantynopolu wodzowie Wandalów zostali w końcu przez ich zwycięzcę, Belizariusza i cesarza Justyniana uszanowani i tam nawet obdarzeni własnością i wpływami. Natomiast pozostałe w Afryce resztki po nieudanych buntach zostały wchłonięte przez miejscową ludność Maurów.

(J.Strzelczyk, Wandalowie i ich afrykańskie państwo, Warszawa 1992;

M.Wilczyński, Zagraniczna i wewnętrzna polityka afrykańskiego państwa Wandalów, Kraków 1994

http://rep.up.krakow.pl/xmlui/bitstream/handle/11716/2135/PM176--Zagraniczna-i-wewnetrzna-polityka-afrykanskiego-panstwa-Wandalow--Wilczynski.pdf?sequence=1 )

 

Około 60 procent całkowitej liczby odkrytych DNA z Polski i ogólnie środkowej i północnej Europy w Italii lokuje się na wyspach Sycylii i Sardynii. Ciekawy szczegół dotyczący funkcjonowania afrykańskiego królestwa Wandalów podaje M. Wilczyński, powołując się na świadectwo Wiktora z Wity (Victor Vitensis), iż pod rządami wnuka Genseryka, wandalskiego władcy, króla Thrasamunda (496-523), nieprzejednanego prześladowcy katolików, "nastąpiło całkowite usunięcie katolików z dworu i urzędów państwowych, a ariańska prawowierność stała się warunkiem utrzymania nie tylko posady, ale i wolności. Pracujący w urzędach dworskich katolicy, którzy odmówili konwersji, zostali zesłani na Sycylię i Sardynię" (s.151). Zesłańców zmuszano tam do ciężkiej pracy przy wyrębie lasów (s.233). "Wygnani założyli w okolicy Calaris na Sardynii wspólnotę klasztorną pod kierunkiem św. Fulgencjusza bpa. Organizując ją wzorował się na doświadczeniach swojego mistrza - św. Augustyna. Król Wandalów był pewny obojętności Ostrogotów na los wygnanych, co czyniło Sardynię dogodnym miejscem zesłania. Jedńak bliskość Italii dawała zesłańcom możliwość kontaktu ze środowiskiem katolickim. Wiadomo, że papież Symmachus, pochodzący zresztą właśnie z Sardynii, wspomagał wygnanych pieniędzmi i odzieżą." (s.168) Prześladowania i zsyłki trwały aż do wejścia na tron w 523 r. nowego władcy Wandalów z Asdingów, króla Hilderyka, życzliwego dla katolików.

 

W DNA przebadanych czterech genomów z Sądecczyzny znajdujemy potwierdzenie nie tylko migracji ojcowskich lub matczynych linii z nimi spokrewnionych na południe w kierunku Węgier i Italii, lecz także przebywania na wandalskich kiedyś wyspach, Sycylii i Sardynii. Ta ilościowa nadreprezentatywność spokrewnionych z Polakami znad Dunajca linii genetycznych na owych wyspach może być skutkiem wspomnianych wyżej ich prześladowań  i karnych zsyłek za katolickie wyznanie wiary. Wiadomo bowiem, że Wandalowie z plemienia Hasdingów już w trakcie ich skoncentrowanego przebywania w Kotlinie Sądeckiej w III-IV wieku, gdzie znajdujemy wiele ówczesnych monet rzymskich w sądeckiej faktorii kupieckiej, obsługiwanej zapewne przez gorliwych chrześcijan-banitów rzymskich, zetknęli się zapewne z ich gorliwą i apostolską wiarą katolicką. Albo nieco później, po przybyciu z ziem polskich do Kotliny Karpackiej po południowej stronie gór, zetknęli się z chrześcijaństwem rezydujących nad Dniestrem Gotów (choć w wersji ariańskiej), co w trakcie dalszych migracji, już w V w., przez schrystianizowane regiony Europy, pobudzało ich do zwiększonych kontaktów z ośrodkami kościelnymi i do pełnej chrystianizacji, najczęściej w wyznaniu katolickim. Nie dziwi więc obecność wandalskich katolików na królewskim dworze Wandalów w Afryce i wszczęcie ich prześladowania w formie karnych zsyłek na italskie wyspy. To zapewne jest powodem tej ogromnej nadreprezentatywności genetycznych słowiańskich grup R1a i I2a oraz germańskiej R1b na Sycylii i Sardynii w stosunku do całego terytorium Włoch.

 

1) Oto w mitochondriach dwóch niespokrewnionych linii, związanych z ojcowskim rodem "Old Carpathian" R1a-YP343 znad Dunajca, a to mt-H1a i mt-H14a1 znaleziono ślady mitochondrialnego pokrewieństwa (podobieństwa) z osobami żyjącymi dziś w południowej Italii  i na italskich wyspach: Sycylii i Sardynii (z map FTDNA)


(Czerwone pineski to mitochondrialne DNA, mtH14a1 na lewej mapce i mtH1a na prawej mapce,
spokrewnione z takimiż mitochondriami z rejonu Dunajca - kolor biały)

 

2) Tu z kolei mapki dwóch podgałęzi ojcowskiego rodu genetycznego Y-DNA spod gałęzi Starej Karpackiej (R1a-YP343), które także wskazują kierunek ich migracji z rejonu Karpat ku Węgrom i Italii z Sycylią i zostawili tam swoich genetycznych reprezentantów.

 

3) Gałąź wołżańsko-karpacka R1a-Y2902 - tu jej zachodnia, karpacka część, z ujawniającym się kierunkiem ekspansji od Karpat na północ ku Bałtykowi i na południowy zachód, ku Italii, a w końcu (poprzez Afrykę!) ku Sycylii i Sardynii.

(źródło: mapy Vladimira Tagankina/Semargla)

Przypatrzmy się bliżej tej mapce!

a) Główna część populacji  rozciąga się jakby wzdłuż gospodarczej trasy Iliro-Wenetów od Półwyspu Istryjskiego przez Karpaty (z Maszkowicami nad Dunajcem) ku Bałtykowi. Rozpoznana w odkryciach archeologicznych forteca w Maszkowicach z lat 1750-1500 przed Chr. posiada dokładny wzorzec takiej fortecy w Monkodonji na wybrzeżu Adriatyku w Istrii. Są to elementy trasy gospodarczej i kulturowej od Myken przez Istrię, odcinki Dunajca ku Bałtykowi (M. Przybyła, Przeszłość, pamięć i dziwne ruiny. Archeologiczne odkrycia na Górze Zyndrama w Maszkowicach, Kraków 2018).

b) Na prawo od zgrupowania karpackiego widzimy na terenie Dacji jakieś niewielkie ugrupowanie. Można je identyfikować z wcześnie tam przybyłym plemieniem  Hasdingów.

c) Na lewo od Wisły, na terenie Kujaw i Wielkopolski tej mapy  widzimy zgrupowanie próbek Y2902 w miejscu, gdzie T. Dąbrowska i Z. Woźniak (Archeologia o początkach Słowian, Kraków 2005) wskazują najstarsze elementy kultury przeworskiej, zainicjowane nieco przed 200 r. przed Chr. przez germańskie plemiona kultury jastorfskiej, powstałe na substracie kultury pomorsko-kloszowej. A przecież kultura pomorska i kloszowa miała charakter prasłowiański (zob. np. S. Aleksejew, Prasłowianie, Moskwa 2005). Ludność więc kultury przeworskiej to w istocie przynajmniej na etapie początkowym germańsko-słowiańska, czyli zapewne - Wandalowie. Oczywiście że obok nich  przez cały sześciowiekowy okres kultury przeworskiej i dłużej mogły przeżywać niezależne grupy autochtonów prasłowiańskich, aż do zlania się ich z napływającymi znad Bugu czy Dniestru grupkami ludności kultury praskiej.

d) Jeszcze dalej na lewo widzimy jakieś dzisiejsze zgrupowanie słowiańskiego R1a-Y2902 nad Renem. Czy nie są to potomkowie rannych i maruderów po okropnej bitwie z Frankami, gdzie Wandalowie straci około 20.000 swoich ludzi?

e) A ten ślad pod Pirenejami w południowej Francji - czy nie są to wielkiego głodu, potyczek i rozproszenia się Wandalów? Mogli już stamtąd w 4009 r. drogami morskimi przenikać na Sardynię i Sycylię, niezależnie od późniejszej wojskowej i akcji osadniczej od afrykańskiego wybrzeża.

Oto niżej - fragment gałęzi R1a-Y2902 na drzewie YFull tylko z próbek głęboko testowanych w programie BigY lub FGC.  www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/images/y2902_sycsar.gif

To część gałęzi R1a-y2902 z sześcioma próbkami DNA italskimi, z symbolami: ITA (IT-PA) oznaczającymi Sycylię  i ITA (IT-CA) oznaczającymi Sardynię.

Więcej danych trzeba by szukać po kolejnych testach i w innych gałęziach polskiego i słowiańskiego fragmentu rodu R1a. Są oni zarazem potwierdzeniem, że ludność ziem nad Wisłą ma swoich genetycznych krewnych na wyspach włoskich jako potomków tych, którzy migrowali wraz z Wandalami. Do nich należy zapewne i ta zagubiona na pustkowiach Algieru kobieta mt-U3a z rodu Y2902 oraz tunezyjski Arab ze snipem R1a-M459>YP1272.

Nie wolno też pomijać innych haplogrup, np I2-M223; na 10 próbek z całej Italii 7 z nich znajduje się na Sardynii. Podobnie z haplogrupy R1b; na 152 próbki z całej Italii, 73 z nich znajduje się na włoskich wyspach. Pochodzenie tych ostatnich (R1b) może być głównie z etnosu germańskiego Wandalów.

 


Gloria in excelsis Deo!

Święty Symmach /Symmachus - papież w latach 498-514; wspomnienie 19 lipca.

Symmachus pochodził z Sardynii. Znał nędze tamtejszych zesłańców, męczenników katolickiej wiary. Był wielkim opiekunem naszych ludzi z rejonu Dunajca, z naszych rodów, Słowian, którzy migrowali z germańskimi Wandalami przez Europę aż do półwyspu Iberyjskiego i do Afryki. Tam wandalscy arianie zaciekle zwalczali i prześladowali katolików z trwanie w katolickiej wierze; skazywali ich na wygnanie i ciężkie roboty na Sycylii i Sardynii przy wyrębie tamtejszych lasów. Wygnańcy tam ciężko pracowali i żyli skrajnej nędz. Święty papież Symmach, który sam był z urodzenia Sardyjczykiem, znał sprawę. Służył naszym skazańcom pieniędzmi i odzieżą. Jego nadto wielką zasługą był wkład w ustalenie tekstów mszy rzymskiej; np. ułożył on tekst śpiewu i wprowadził do Mszy śpiew "Gloria in excelsis Deo" - Chwała na wysokości Bogu!
Święty Fulgencjusz z Ruspe (Afryka) - liturgiczne wspomnienie 3 stycznia.

Urodził się  on około r. 467. w dzisiejszej Tunezji, tj. w dawnym królestwie Wandalów w Afryce. Wysoko wykształcony, w 507 r. został katolickim biskupem Ruspe w Tunezji, za co został zesłany na ciężkie roboty na Sardynii. Król wandalski Trasamund, arianin i zaciekły wróg katolików, zorganizował wielką dyskusję ariańsko-katolicką, na którą sprowadził bpa Fulgencjusza. Dyskusja nie poszła po myśli króla, więc Fulgencjusz został ponownie zesłany, gdzie żył do śmierci króla w 523 r. Zmarł po dziewięciu latach, 1 stycznia 532 r.

Jako zesłaniec przebywał razem z naszymi ludźmi z rodu R1a. Założył jakby zgromadzenie zakonne wśród nich do pomocy im dla godnego przeżycia zsyłki. Pisał wspaniałe traktaty religijne w duchu św. Augustyna, dlatego ma tytuł Ojca Kościoła. Powtarzał często, jako upomnienie dla arian, że Chrystus działa zbawczo tylko w Kościele katolickim,  więc  "Poza Kościołem nie ma zbawienia".

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/63/Papa_Symmachus.jpg
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/08/Fulgentius_von_Ruspe_17Jh.jpg/

 

Pytanie o język Wandalów

Oczywiście, jeżeli pierwotni Wandalowie to germańscy Jastorfianie spod Jutlandii, to ich język był zapewne germański. I taki jest poświadczany w źródłach i przez autorów. Ale jeżeli Jastorfianie nawarstwili się na prasłowiańską ludność kultury pomorsko-kloszowej, co sugerują archeolodzy, to ona mogła i powinna pozostać słowiańską. Ówczesna ludność żyła przecież zasadniczo tylko w strukturach rodowych, ojcowskich, a więc jednoetnicznych i według ojcowskich tradycji. Dlatego owi Wandalowie zapewne byli dwujęzyczni: jako Germanie - germańsko, i jako Słowianie- słowiańsko, przynajmniej w pierwszym okresie życia w jednej kulturze przeworskiej. Ci jednak Słowianie, którzy jako Wandalowie wyemigrowali, musieli być już w znacznym stopniu zgermanizowani, gdyż starożytnie źródła nie zauważają i nie notują słowiańskiej odmienności etnicznej w ramach wandalskiej populacji.

 

 

 

..........

Tak więc przodkowie-praojcowie naszych rodów z dorzecza Dunajca i Polski, jak i Bałtowie uczestniczyli w tworzeniu podstaw Europy już w okresie lodowcowym,
tj. od około 40 tysięcy lat temu.

Oto mapa osadnictwa Europy w polodowcowym mezolicie i komponentu WHG pokazuje kontynuację zasiedlenia  epoki lodowcowej (opracowanie na podstawie DNA współczesnej ludności Europy, O. Bałanowski, Moskwa 2015)

. . .
Kultura świderska to zapewne centralny etap kształtowania się
mezolitycznego obrazu osadnictwa WHG w krajach przybałtyckich

Ludność kultury świderskiej zapewne była substratem dla późniejszych kultur na polskich ziemiach, jak np. komornickiej, chojnicko-pieńkowskiej, janisławickiej, amfor kulistych... - niezależnie od ewentualnego impulsu ich genezy indywidualnej. Wyróżniała się głównie genetyczną haplogrupą I2a. Ale zapewne już w niej pojawił się przybyły z Azji, zapewne przez Bliski Wschód, ojcowski ród  R1a, poświadczony już starożytnym człowiekiem z Jeleniej Wyspy (z około 6400 lat przed Chr). R1a  trwał w następnych kulturach, by około IV tysiąclecia przed Chr. ekspandować jako ród Praindoeuropejczyków (skrót PIE), a  przynajmniej jego dialektu satemowego i jego podgrup w Europie i Azji. Początkowo, na  etapie kultury świderskiej, ród R1a musiał być bardzo nieliczny, skoro cały praindoeuropejski ród R1a w Europie i Azji (satemowy), pochodzi w 99 procentach tylko od jednego przodka, tego z mutacją M417. Uformował się w czasie od 7000 do 4000 lat przed Chr.

W dalszej przyszłości na drodze prostej ewolucji w rodzie PIE wyłonił się dialekt i lud Bałtosłowian, poświadczony tam licznymi starożytnymi pochówkami z kluczowymi mutacjami w DNA, M417 i Z645, by w końcu wydać osobno także Prabałtów i Prasłowian.

Zobacz drzewo genealogiczne rodu R1a,
Praindoeuropejczyków, Bałtoslowian i Słowian
(stan rozpoznania sprzed dwóch lat)

  Praindoeuropejczycy wyróżniają się mutacją M417 oraz podgrupę Z645 której dwaj potomkowie, Z243 i Z93, stali się ojcami dwóch podstawowych gałęzi: Praeuropejczyków i indo-irańskich Praariów oraz ich azjatyckich krewniaków z rodu R1a. Oto drzewo genealogiczne rodu R1a (kliknij)

http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/pie_family2.pdf

Interesuje nas jednak szczególnie to, gdzie nastąpiło wyłonienie się ojca całego rodu Praindoeuroopejczyków, M417, a zwłaszcza jego najbliższego potomka Z645, który wyłonił dwie indoeropejskie gałęzie: europejską Z283 i azjatycką Z93. Ta Z283 jest w Europie, zwłaszcza środkowo-wschodniej, powszechna. A ta druga, Z93?

Rozpoznani na dziś nosiciele "azjatyckiej" mutacji Z93 nie są w Europie liczni - średnio jedna osoba na milion w krajach Europy Środkowej i wschodniej, z więc w krajach dominacji rodu R1a. Oto mapka z Eupedii.


(źródło: https://www.eupedia.com/europe/Haplogroup_R1a_Y-DNA.shtml )

Mapa pokazuje przewagę R1a-Z93 u podnóży Karpat Wschodnich z migracją na Wschód.

 

 

The Genetic History of Northern Europe
Alissa Mittnik, 2018

(Analiza pryncypalnych komponentów DNA, z str. 19)

Na tle analizy próbek dzisiejszych Europejczyków (w tym Polaków,różowy trójkąt) - analiza pryncypalnych składowych (PCA)

DNA z późnego neolitu (LN) i epoki brązu (BA) Europy, zwłaszcza regionu bałtyckiego (A. Mittnik 2018).

(czerwonych obwódki niektórych ikonek oznaczają nowe własne badania Mittnik).

. . . . .

      Ten silny związek dzisiejszych polskich Słowian z pierwotnymi mieszkańcami Europy, zachodnioeuropejskimi myśliwymi-zbieraczami (WHG), którzy w okresie polodowcowym przesunęli się jako pierwsi na najbardziej północne jej kraje i krańce, a w ludziach kultury świderskiej po jakimś sprzymierzeniu się z rodem R1a ekspandowali, już jako Proto-Bałtoslowianie, migrowali także na północny Wschód w kierunku Estonii i dalej, a także nad Górny Dniepr
- to wszystko jest naturalną odpowiedzią na teorie głoszone przez nazistowskich kossinowców o tym, że jesteśmy tu tylko gościnnie na germańskich ziemiach; po bardzo późnym, bo dopiero wczesnośredniowiecznym zasiedleniu przez Słowian ziem między Wisłą a Odrą; albo po ich późnym przybyciu gdzieś ze Wschodu (np. z bagien nad Prypecią albo nawet - jak to sugeruje jeden z podręczników historii w liceum ogólnokształcącym, po przywleczeniu się gdzieś za ordami Hunów z dalekiej Azji)... Jest także odpowiedzią profesorowi archeologii i historii, który głosi pogląd o przypadkowości naszego Państwa, bowiem - jak napisano w dodatku historycznym "Polityki" 2015 - Polacy ponoć są tylko "koktajlem genów" i "kotłowaniną narodów".

 

U Z U P E Ł N I E N E

Wszystkie cztery naddunajceckie próbki, bliskie lub dalekie pokrewieństwem genetycznym, mają w 100 procentach pochodzenie europejskie. Ale można jeszcze zapytać, dlaczego od dawnych czasów, choć związane z jednym regionem, nie mają równych ilości poszczególnych komponentów: inwaderów, farmerów czy WHG? Otóż decydują o tym w jakiejś mierze matczyne komponenty DNA i ich trasy dawnych migracji ku Polsce. Jeszcze silniejszy wpływ miały trasy migracji  ojcowskich. Trzem pierwszym próbkom, wyróżniającym się haplogrupą R1a, przypisuje się, przynajmniej od neolitu czy nawet mezolitu, szlak północny migracji, skoro wśród Bałtosłowian w szczątkach grobowych z III tysiąclecia przed Chr. wykryto wyjątkowo wiele kluczowych dla tego rodu mutacji DNA (M417 i Z645).

Natomiast próbka pietr4, przynależąca do haplogrupy J2a1, wyróżnia się wysokim poziomem (49%) składnika WHG, mimo że jego migracja szła na pewno południowym szlakiem z Bliskiego Wschodu, gdzie jego haplogrupa się rozwijała i właśnie dlatego odznacza się najniższym poziomem składnika inwaderów, wiadomo - komponentu wschodniego znad Wołgi i północnego Kaukazu. Ale na poziom wskaźników wpływ mają także matki i okres ich trwania niezmiennie w danej populacji. Mogą one podwyższyć albo zaniżyć procent jakiegoś komponentu np. WHG. Otóż z badań próbki pietr4 wiadomo, że jego składnik matczyny, mtHV1a, miał wiele powiązań północnych, a więc on zawyżył składnik WHG.

O pietr4 trzeba jeszcze dodać jedno. Wśród jego wyników badań napisano, w jego bliższe pochodzenie (My origins) jest w 98 procentach europejskie, a  w 2 procentach południowo-wschodnioeuropejskie. Tak, zgadza się. W trakcie migracji od południowego Kaukazu ku Europie, prawdopodobnie zahaczył o Peloponez. Tam właśnie w pochówkach grobowych Mathieson odnotował także człowieka z haplogrupą J2a1. Ludzie tej populacji brali więc udział przy inicjowaniu kultury greckiej - mykeńskiej. Do podobnej grupy należał także człowiek o symbolu BR2 z pogranicza węgiersko-słowackiego, z Ludas,  z roku 1200 przed Chr., z para-łużyckiej kultury Kyjatice, ale także w bliskości zabytków kultury Otomani Fuzesabony, tej samej kultury, której śladów dopatrzono się na grodzisku w Trzcinicy nad Wisłoką koło Jasła i na warowni z 1750 r. przed Chr. w Maszkowicach nad Dunajcem, z którego pobliża pochodzi próbka pietr4.

Natomiast w wynikach badań próbce pietr3 100-procentowe pochodzenie europejskie dalekich przodków (Ancestral origins), ale w kategorii pochodzenia bliskiego europejskie pochodzenie ma tylko w 91 procent jego auDNA. Dalsze 6 procent ma być pochodzenia bliskowschodniego od żydów z Azji Mniejszej (mapa zakreśla Turcję), przez którą zapewne migrowała jego matka (mtU3a1b), a 3 procent od żydów z wschodnioeuropejskiej diaspory, czyli żydów polskich/aszkenazyjskich. W tym rodzie bowiem od wieków żyły tradycje rzemieślnicze, a więc i współpraca z żydami, jak widać, była ona nie tylko gospodarcza, ale i demograficzna.

Podsumowując, widać, że ludność rejonu przykarpackiego rozwija się na dwóch substratach z okresu co najmniej mezolitu albo przynajmniej wczesnego neolitu. Pierwszym,  z wyższym poziomem komponentu WHG, rozciągającym się w pasie raczej północnym od Zachodu po Litwę i tu na poziomie zawyżonym,  co podkreśla Lazaridis 2014 i Mittnik 2018 i co stwierdza się także w próbkach sądeckich z dorzecza Dunajca; i drugim substracie, z wyższym poziomem komponentu anatolijsko-bałkańskiego EEF - w pasie śródziemnomorskim. Jest to więc autentyczna autochtonność polskiej ludności w tym regionie Europy od wielu tysięcy lat, wykluczająca migrację ostatniego dwutysiąclecia.  Dołączenie się do nich populacji  linii ojcowskiej i dominacja praindoeuropejskiego rodu R1a, przybyłego tu najpóźniej, jak świadczy pochodzenie człowieka z Jeleniej Wyspy, w VI tysiącleciu przed Chr., jest wspaniałym ubogaceniem stanu genetycznego i etnicznego naszej ludności.

 Czy komukolwiek wolno więc wmawiać nam, Polakom, że przebywamy tu,
nad Wisłą i Odrą, tylko gościnnie, na rzekomo niemieckich lub rosyjskich ziemiach?

............................................................................................................

 

 

********************* ***************

.............................
Źródła, literatura i linki


Lazaridis et al. Genomic insights into the origin of farming in the ancient Near East
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5003663/


Iain Mathieson, Songül Alpaslan-Roodenberg […] David Reich, The genomic history of southeastern Europe, Nature 2018

https://www.nature.com/articles/nature25778










:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::: ::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

 

 

 

 

 

 

 

Kiedy i skąd pojawili się nasi przodkowie, Słowianie,
na Sądecczyźnie i w rejonie Dunajca?

 

1) Ogólnie o problemach historycznych i genealogii genetycznej (w druku)
 

I. Istota problemu: Czy dopiero po VI wieku A.D.?

 

To wyrażone w tytule pytanie nie jest rezultatem tylko ludzkiej ciekawości. Historycy wiedzą, jak to w latach trzydziestych XX wieku w niemieckim Reichstagu rozgorzała dyskusja na temat pierwotnej niemieckości ziem polskich przynajmniej na zachód od Wisły, a zwłaszcza w Wielkopolsce i na Pomorzu. Podjęto nawet wstępne decyzje o konieczności ich  odzyskania. Właśnie wtedy i na ten użytek parlamentarzyści i społeczeństwo niemieckie otrzymało aż trzy wydania książki archeologa - rasisty Gustawa Kossinny: Niemiecka Prahistoria. Zresztą znana była ona już od 1912 roku i rzeźbiła rewizjonistyczną i zaborczą świadomość Niemców. Co w niej było tak niebezpiecznego? Otóż to, że co najmniej od epoki brązu, to jest już w II tysiącleciu przed Chrystusem, nasze ziemie zachodnie były rzekomo praojczyzną Niemców, gdzie tworzyli swoją wysoką wówczas kulturę. Natomiast przodków dzisiejszych Polaków-Słowian  tu długo jeszcze nie było. Pojawili się dopiero na opuszczonych przez Niemców ziemiach około V czy VI wieku naszej ery, a przybyli jako bardzo prymitywny lud gdzieś ze Wschodu, z błot w dorzeczu Prypeci (dziś na pograniczu Białorusi i Ukrainy).

Mówi się, że dzieje świata, dzieje pokoju czy wojen, rozpoczynają się w ludzkich głowach. Dlatego nie jest obojętne jakie poglądy tam się teraz zagnieżdżają. Musi niepokoić to, że z pracowni archeologicznych i wydawnictw historycznych wychodzą książki, a nawet podręczniki szkolne, które idąc po linii Gustawa Kossinny, nauczają, iż przodków Polaków czyli Słowian przed VI wiekiem tu nie było. Może byli wtedy gdzieś w puszczach nad Dnieprem, a może nawet gdzieś w Azji i przywlekli się stamtąd do Europy dopiero za hordami Hunów czy Awarów, jak sugeruje jeden z podręczników nauczania historii w liceum ogólnokształcącym. Musi niepokoić to, że jeden z dzisiejszych archeologów i historyków uważa Polskę za niespodziankę w Europie, za kraj z przypadku, jakby bez korzeni, pozbawiony jakichkolwiek form organizacji wczesnoplemiennej i własnych rysów kulturowych – bo tak prawdopodobnie chce Polskę widzieć zachodnia poprawność polityczna.

W podobnej sytuacji znajduje się i nasz Region.  Podczas międzynarodowej konferencji historyków i archeologów, którą zorganizowaliśmy w 1998 r. dla uczczenia Tysiąclecia św. Świerada w Tropiu nad Dunajcem, swoje i innych archeologów poglądy na temat późnego osadnictwa słowiańskiego w rejonie Dunajca sprecyzował dr Jacek Poleski z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Jego wykład: Wczesnośredniowieczne osadnictwo w Dorzeczu Dunajca został wydany w pokonferencyjnej książce Święty Świerad i jego czasy (Nowy Sącz 2001).  Dr Jacek Poleski, powołując si na badania Madydy-Legutko i Tuni (1992) podaje, iż "Wyniki badań wykopaliskowych osady wczesnośredniowiecznej w Podegrodziu dowiodły, że w Kotlinie Sądeckiej osadnictwo słowiańskie pojawiło sie już w VI lub w początkach VII w." , a to  osadnictwo różni się wyraźnie od spotykanego tu wcześniejszego osadnictwa w okresie tzw. wpływów rzymskich, czyli od IV w. przed Chrystusem do IV w. A.D., które to osadnictwo, jak skądinąd wiadomo, przypisywane jest plemionom celtyckim a zwłaszcza germańskim, a nie Słowianom i Pra-Polakom.  To stwierdzenie jest zgodne z wcześniejszymi publikacjami regionalnej, karpackiej archeologii, np. A. Żakiego.

A więc nie było tu wcześniej, przed VI wiekiem, naszych przodków; przed nimi byli tu Germanie, a po ich odejściu niemal całkowita pustka osadnicza, trwająca około dwóch wieków; i to odnosi się także do rejonu Dunajca – orzeka większość  archeologów i historyków. Ale nie obwiniajmy ich o złą wolę, zmowę lub uległość wobec kossinizmu. Archeologii zapewne brak po prostu właściwych metod badawczych, służących identyfikacji ludzi - wytwórców archeologicznych kultur.

 

II. Rozwiązywanie problemów historycznych
z pomocą genealogii genetycznej

 

Takim narzędziem dysponuje już od ponad dziesięciu lat lat genetyka, zwłaszcza tzw. genealogia genetyczna (genomiczna).

Co to takiego?

Otóż w naszych komórkach, w ich jądrach, znajduje się jakby nić, znana pod skrótem DNA, długa na około 1 metr, ale niewidoczna dla zwykłego mikroskopu, bo cienka na około osiem milionowych milimetra (8 nanometrów). Składa się na nią około trzech miliardy nukleotydów. Nukleotydy to cząsteczki, złożone z trzech grup: fosforanowej, węglowej i zasady azotowej. Te zasady w nukleotydzie są czterech rodzajów: adenina oznaczana literą A, cytozyna - literą C, guanina - literą G i tymina - literą T. Od tych czterech zasad zależą cztery rodzaje nukleotydów; ich kolejność w grupach stanowi jakby czteroliterowy kod - zapis informacji literami A-C-G-T, które w wielkich zespołach tworzą geny, kodujące różnego rodzaju białka.

Ale w genealogii ważne jest to, że w trakcie łączenia się gamet męskiej i żeńskiej dochodzi do mutacji czyli zmiany/polimorfizm pojedynczego nukleotydu, zwany także słowem snip od skrótu SNP (ang. single nucleotide polimorphism). Mutacja/polimorfizm/snip to zmiana jednego nukleotydu na drugi na skutek zmiany jego zasady, np. adeniny na tyminę albo cytozyny na guaninę. Takie mutacje/snipy w nici DNA pozostają na zawsze w danym miejscu i tak są przekazane potomstwu. Ilość tych snipów i ich miejsce na nici DNA stanowią informację dla genealogów: kto od kogo pochodzi, kto z kim i jak jest spokrewniony i jak dawno do tego powiązania rodowego doszło. Grupa ludzi, pochodząca od jednej czy więcej wspólnych mutacji nazywana jest haplogrupą (od gr. haplos – równy, jednakowy). Ale bardziej swojsko i zgodnie z prawdą jest nazywać ją słowem ojcowski ród.

 

Genealogia genetyczna korzysta zasadniczo z trzech typów mutacji/snipów (SNP), dokonujących się w trzech regionach nici DNA.

 

1. Mutacje nukleotydów na ojcowskim chromosomie Y.

Snipy przekazywane są w linii ojcowskiej z pokolenia na pokolenie, ale tylko z ojca na syna i po tej linii można dojść bezbłędnie aż do pierwszego ojca wszystkich współczesnych ludzi, tak zwanego Y-Adama. Te snipy są najbardziej użyteczne w badaniach etnicznych, gdyż właśnie w liniach ojcowskich tworzyły się w starożytności grupy rodowe, a zatem i językowe, kulturalne i odbywały się migracje. Mutacje/snipy są oznaczane umowną dużą literą, oznaczającą laboratorium-odkrywcę i cyfrą kolejną odkrytego snipu w tym laboratorium, np. M420. Natomiast miejsce gałęzi i podgałęzi na drzewie genealogicznym określane jest kolejną dużą literą alfabetu i kolejnymi cyframi 1, 2 lub 3... i małymi literami: a, b, c...  Np. na podstawie mutacji M420 naddunajeckiej próbce, która oznaczyłem symbolem #SK, przypisuje się przynależność na drzewie genealogicznym do wielkiej i ważnej gałęzi o symbolu R1a, oznaczającej także ojcowski ród Prasłowian i Praindoeuropejczyków.

 

2. Mutacje nukleotydów w genach matczynych, zwanych mitochondriami.

Są one przekazywane tylko z matki na córki i na synów, z tym jednak, że synowie nie mogą ich przekazać potomkom. Linie tych mutacji mogą nas doprowadzić aż do pierwszej matki wszystkich ludzi. Tę matkę nazywamy mitochondrialną Ewą (mtDNA). Jednak ze względu na nadmiar tych zmian na niewielkim odcinku DNA czytelność przepływu tych mitochondriów jest utrudniona i ich przydatność dla genealogii grup etnicznych jest niewielka. Mutacje mtDNA i miejsce na drzewie genealogicznym oznacza się podobnie jak dla Y-DNA. Haplogrupy mitochondrialne mogą być nazywane rodami matczynymi.

 

3. Mutacje nukleotydów w genach autosomalnych, czyli poza chromosomem ojcowskim Y-DNA i poza mitochdriami mtDNA.

Przepływają one na potomstwo w trakcie przekazywania życia, wymieniając  się wzajemnie fragmentami w liniach ojcowskich i matczynych, tworząc siatkę bardzo szerokiego pokrewieństwa i decydując o biologicznej zwartości populacji ludzkich. W badaniach genealogicznych dłuższe segmenty autosomalnego DNA mogą być użyteczne do wskazania dużych grup populacyjnych, ich przemian, geograficznej lokalizacji i migracji. Do tych populacji stosuje się rozmaite umowne nazwy.

Wyniki poszukiwania mutacji w pobranych od klientów próbek DNA przechowywane są w kilkudziesięciu międzynarodowych bazach firm badawczych i udostępniane są publicznie według zgody dawców próbek. Na Sądecczyźnie i w szerzej pojętym rejonie Dunajca  już co najmniej kilkaset osób testowało swoje DNA. Stanowią one wystarczająco bogatą bazę do badań antropologicznych i historyczno-etnicznych Na wstępnym etapie tych badań ponad stu próbek DNA dokonałem w 2010 r. przeglądu i publikacji dostępnych wyników w publikacji cennego rocznika regionalnego Almanach Muszyny 2011 i 2012 r. Podane zostały dostępne nazwy zgrupowań i miejscowości, z których pochodzili najdalsi znani przodkowie dawców próbek.


2) Szczegółowo o wynikach badań (w druku)

III. Pochodzenie naddunajeckich Słowian
- wyniki badań genealogii genetycznej

 

Obecnie posiadamy dostęp do bardzo już głębokich analiz ojcowskiego, matczynego i autosomalnego/populacyjnego DNA z naszego regionu. A jaka jest ich wymowa dla pytania o pochodzenie ludności regionu Dunajca – zilustrujemy na przykładzie typowej próbki DNA tego regionu Polski - mieszkańca doliny Dunajca, potomka kilku określonych rodów, żyjących tu w swoich przodkach od wielu wieków. Kryptonimem tego mieszkańca i jego próbki DNA jest symbol #SK. Dowiemy się więc, co na temat pochodzenia ludności powie nam ta jedna, ale typowa i głęboko zakorzeniona w przeszłości regionu, o pochodzeniu ludności i czasie zasiedlania tej ziemi ta właśnie próbka #SK.

 1. Co nam powie o pochodzeniu naddunajeckiej ludności ojcowski chromosom Y-DNA w próbce #SK i jego mutacje?


Fig.1  Człowiek R1a po przybyciu z Azji pojawił się w IX tysiącleciu  przed Chr. nad Dnieprem,
a jego dalecy potomkowie - nad Bałtykiem

a) W ojcowskim chromosomie Y-DNA człowiek #SK wykazuje przynależność do haplogrupy czyli ojcowskiego rodu R1a z wyróżniającą się początkową mutacją/snipem/ M420 wraz z kilku dziesiątkami innych początkowych snipów. Ich liczba świadczy o dość długim czasie ponad czterech tysięcy lat formowania tej oddzielnej gałęzi drzewa genealogicznego ludzkości (lata od około 22.800 do 18.300 r.). Jest to liczebnie olbrzymia grupa, wieloetniczna, ale w Europie najbardziej zagęszczona w Polsce, bo średnio 57 procent ludności, wśród Słowian Ukrainy, Białorusi i Rosji około 45 procent, wśród Bałtów (Litwa i Łotwa) około 40 procent, a także w Azji - w Pakistanie i na Subkontynencie Indyjskim podobnie, bo regionalnie w podobnym 50-cio procentowym zagęszczeniu. Tylko temu rodowi, jako jedynemu obecnemu w Europie i zarazem w Indiach, można przypisać ewolucję języka praindoeuropejskiego, i to od co najmniej siedmiu-sześciu tysięcy lat temu; przy tym już wykazano, że ta południowoazjatycka podgrupa rodu R1a ma pochodzenie europejskie, migrując stąd tam w okresie około 2000-1600 lat przed Chr. wraz ze swoją odrębną młodszą mutacją Z93. Już to samo przekreśla informację z podręcznika historii liceum ogólnokształcącego, że "najpóźniej (bo dopiero w V-VI wieku) spośród Indoeuropejczyków na kontynent europejski migrowali Słowianie i Bałtowie". Było bowiem odwrotnie i to kilka tysięcy lat wcześniej.

b) Genetyka i archeologia zdecydowanie podkreśla dawną europejskość rodu R1a. Mimo, że podobnie jak inne grupy, również ta wyłoniła się w Azji, i to zapewne daleko na Wschodzie, w rejonie Jeziora Bajkał w południowej Syberii i w czasie około 20.000 lat przed Chr., to jednak późniejsze etapy jej rozwoju dokonały się już w Europie. Choć pojedyncze egzemplarze archeolodzy zidentyfikowali np. w Wasylewce na Dnieprze z około 8600 lat przed Chr., i nad Wołgą-Samarą (4-5 tysięcy lat przed Chr.). Przełomowym momentem było odkrycie R1a-M459 u człowieka na Jeleniej Wyspie jeziora Onega w Karelii (6400 lat przed Chr.), bowiem najbliższymi tego ostatniego krewniakami w Europie okazali się - dzisiejsi Polacy! Kolejne ważne odkrycia to z okresu pełnego rozwoju i ekspansji w kulturze ceramiki sznurowej i wczesnej epoce brązu, czyli w III-II tysiącleciu przed Chr., przy czym  największe zagęszczenia znalezisk archeologicznych R1a spotyka się w krajach bałtyckich (Litwa, Estonia), we Wschodnich Niemczech i w Polsce. Na tym etapie kopalne szczątki, zwłaszcza w Przybałtyce, wykazują mutacje ojców praindoeuropejskiego rodu, M417 i Z645, oraz późniejszych linii Bałtosłowian i Prasłowian.

Właśnie z wieloetniczną populacją kultury ceramiki sznurowej wielcy archeolodzy i językoznawcy - indoeuropeiści łączyli ekspansję wczesnych dialektów języka indoeuropejskiego, a szczególnie satemowego dialektu Bałtosłowian i konsekwentnie – Prasłowian i indo-iranskich Ariów. Ośrodkiem tej ekspansji okazują się szczególnie rejony Przybałtyki od Wisły do zatoki Fińskiej. Na ten rejon wskazuje także analiza DNA człowieka z Wasylewki na Dnieprze, żyjącego tam 8600 lat przed Chr., pierwszego w Europie z mutacją R1a; jego najbliższymi potomkami okazali się - ludzie w rejonie Przybałtyki!

(Chyba w tym samym horyzoncie kultury ceramiki sznurowej, ale w celtycko-germańskim rodzie R1b, np. w Zwejniekach na Łotwie, rozwinął się wstępny praindoeuropejski dialekt kentumowy, kontynuowany później  w populacjach kultury pucharów dzwonowatych i innych i ekspandował w językach zachodniej Europy).

c) Wymowna jest też charakterystyka młodszej podgałęzi rodu R1a, YP343, reprezentowanej przez człowieka #SK. Ród jego (do którego i piszący należy) wyłonił się i rozwinął wraz z mutacją YP343 około 2400 lat przed Chr. zapewne tu, w rejonie Karpat, dlatego w genetyce nosi nazwanie gałęzi "Old Carpathian" /Starej Karpackiej/ (stąd więc skrót próbki #SK!); rozproszył się po kilku krajach Europy Środkowej. Najwięcej, bo ponad sześć osób z tego rodu zidentyfikowano dotąd na Sądecczyźnie, następnie na spiskim Podhalu i w Beskidzie Śląskim. Kolejne – to Słowacja-Spisz, Węgry, Słowenia, Bawaria. Już to samo zadaje kłam tezie o jakimś późnym przybyciu Sądeczan i języka słowiańskiego, i to podobno "gdzieś ze wschodu".

 

2. Co nam powie o pochodzeniu naddunajeckiej ludności matczyne mitochondrium mtDNA w próbce o symbolu #SK ?


fig. Gałąź H14a (u góry z prawej) matczynego rodu mt-H  na jego drzewie filogenetycznym.

Człowiek #SK oprócz mutacji na nici Y-DNA odznacza się otrzymanymi od matki mutacjami/snipami w mitochondrium, a szczególnie H14a, datowaną na około 12.000 lat temu. Ta mutacja powstała w rejonie południowego Kaukazu, w Armenii lub Libanie. Do Europy Środkowej przybyła zapewne w jakimś związku z ojcowskim rodem J2a1, który również ma pochodzenie zapewne w rejonie Południowego Kaukazu. Do Europy przybył on, zapewne podobnie jak matczyna linia H14a, wraz z pierwszymi rolnikami w okresie wczesnego neolitu na początku VI tysiąclecia przed Chr. Mężczyznę tej samej grupy widzimy także w grobie z początku kultury mykeńskiej w Grecji w Mykenach na Peloponezie około 1700 lat przed Chr., a także później w rejonie kultury Füzesabony-Otomani i Kyjatyce-łużyckiej  na pograniczu węgiersko-słowackim.  Właśnie przedstawiciele obydwu linii, matczynej H14a i ojcowskiej J2a1, ujawnili sie z badaniach ludzi z okolic Łącka nad Dunajcem, podobnie z resztą jak i warownia kultury Füzesabony-Otomani ("polskie Mykeny") w Maszkowicach (mtH14a i Y-J2a1 zapewne niosły ze sobą komponent kaukaski DNA, którego litewski serwer MDLP w próbce #SK dopatrzył się aż 27%).

Matczyna haplogrupa/ród H14a dotąd ujawniła się u 66 osób w Europie. Przy tym na rosyjskim Wschodzie tylko u dwóch osób i to, niestety, tylko u potomkowie ofiar zsyłek: jedna z Polski zesłana do środka Syberii (rejon Tomska) po Powstaniu Styczniowym w 1863-1864 r., a druga za Ural w  czasach stalinowskich! Najbliższa dla sądeckiej próbki osoba żyje na Morawach w Czechach, a wyjątkowa ich koncentracja widoczna jest w południowych Włoszech razem z Sycylią oraz w Irlandii.

Ten matczyny ród symbolizowany przez mutację H14a zadaje więc kłam tezie o późnym i wprost z białorusko-ukraińskiej kolebki przybyciu tego DNA i mieszkańców tutejszego regionu.

 

3. Co nam powie o pochodzeniu naddunajeckiej ludności  populacyjne, czyli autosomalne DNA (auDNA) w próbce #SK?

Uznajmy ponownie próbkę #SK za reprezentanta ludności naddunajeckiej. W populacyjnych powiązaniach, powstałych na podstawie rekombinacji składników (komponentów) autosomalnego DNA w procesach rozrodczych, każdy z nas posiada składniki DNA swoich dwojga rodziców, a ci z kolei swoich czworo, tych czworo swoich ośmioro rodziców itd. Każdy więc dzisiejszy człowiek, każda dzisiejsza próbka reprezentuje więc rozległą populację z przeszłości, na skutek czego zaledwie kilka próbek dzisiejszych może zasadniczo w równej mierze odzwierciedlać stan genetyczny całego społeczeństwa kraju z odległej o kilka tysięcy lat przeszłości.

W amerykańskiej firmie FTDNA z Arizonie dokonano analizy autosomalnego DNA próbki #SK pod kątem podobieństwa czy tożsamości jego wydzielonych segmentów (czyli komponentów)

a) najpierw z populacji pozaeuropejskich.

b) następnie migrantów z epoki brązu żelaza  z III i II tysiąclecia przed Chr. (z kultury jamowej w Rumunii i kultury halsztackiej w Bawarii)

c) kolejno rolników z epoki neolitu z VI i V tysiąclecia przed Chr., (z Niziny Węgierskiej i "człowieka z lodu" Ötzi w Alpach),

d) w końcu z takimi segmentami próbek ludności łowców-zbieraczy z epoki mezolitu z VII-VIII i poprzednich tysiącleci przed Chr. (starożytne próbki porównawcze z La Brana w Hiszpanii, Loschbour w Luksemburgu i Motala w Szwecji).

Jakie uzyskano wyniki?

Ad a) W autosomach próbek populacji pozaeuropejskich nie znaleziono podobieństw dla #SK, po prostu 0 %  komponentów w próbce , które byłby podobne do DNA próbek pozaeuropejskich, co oznacza, że ta próbka ma bardzo dawna tylko europejską przeszłość.

Ad b) W autosomach próbek epoki brązu i żelaza zaledwie 15 % komponentów próbki #SK wykazało podobieństwo, co oznacza, że jej genetyczny stan był już wcześniej uformowany.

Ad c) W autosomach próbek wczesnych rolników neolitu w południowej i zachodniej Europie nasza próbka wykazała już 37 % komponentów podobnych; to dość dużo, ale nie zaskakuje, bo wcześni rolnicy, przybywszy z południa, pojawili się nad Dunajcem, np. w okolicach Czchowa i w Łoniowej, już około 5400 lat przed Chr., a podobne dziedzictwo naddunajeckiego neolitu mogło napłynąć wraz z wyraźnym pokrewieństwem od późniejszego człowieka z Ludas (Kyjatice, BR2), z którego genetycznym pokrewieństwem wyróżniają się zwłaszcza regiony Polski Południowej

Ad d) Wreszcie 48 % komponentów próbki #SK znalazły swoje odpowiedniki czyli genetyczne pokrewieństwo w autosomach najstarszej ludnością Europy (zachodniej lub także północnej), to jest myśliwych-zbieraczy okresu mezolitu, dziedziczących także DNA potomków ludności okresu lodowcowego, począwszy od żyjącego u początku osadnictwa Europy - blisko 40.000 lat temu człowieka z jaskini Goyet. Jest to najbardziej wymowne zjawisko: podobieństwo i pokrewieństwo czy tożsamość komponentów naszej próbki ze składnikami DNA najstarszej ludności Europy.

Ten ostatni wynik, 48 %, uzyskany w FTDNA (Family Tree DNA), został potwierdzony testem na litewskim serwerze V.Verenicha (MDLP K23b), przeprowadzonym przez Ł.Macugę; podobny wynik uzyskał także on, Ł.M., w testach swojego DNA! (ten litewski serwer w próbce #SK ujawnił nadto 27 % komponentu kaukaskiego, niesionego zwłaszcza  przez kobietę H14a i mężczyznę J2a1).

Te głębokie korzenie europejskie ludności polskiej zostały także potwierdzone testami przeprowadzonymi przez S. Kozłowa (Moskwa), który szukając w dzisiejszych populacjach Europy genetycznego dziedzictwa od uznanego za pierwszego Europejczyka człowieka z jaskini Goyet (nad Mozą w Belgii), wykazującego tzw. bazowe bazowe DNA Europy, na serwerze MDLP uzyskał najwyższy procent podobieństwa u ludności dzisiejszej Polaki i Bałtów (Litwa i Łotwa)!

Podsumujące znaczenie dla pochodzenia Prasłowian w Polsce ma sporządzona przez Ł. Macugę statystyka autosomalnego DNA dzisiejszej  ludności Polski w porównaniu z próbkami epoki brązu:  DNA człowieka RISE598 z Suwałk (Turlojiske)  z r. około 900 przed Chr. oraz próbką  DNA człowieka BR2 z Ludas (czyt. Ludasz; Węgry, pogranicze słowackie) z roku ok. 1200 przed Chr.  Okazało się że DNA Polaków jest w 43 procentach podobne do człowieka z Suwałk, a w 24 procentach do człowieka z Ludas (nadto w 25 %  podobne do człowieka z Przecławic koło Wrocławia z ok. 1700 r. przed Chr., kultury unietyckiej i 7% do Scytów na stepach przyczarnomorskich). Ale w rozbiciu na poszczególne regiony Polski w ośmiu regionach zdecydowanie wybija się podobieństwo do człowieka z Suwałk, który zresztą należy do rodu R1a-Z645, natomiast w Małopolsce i Podkarpaciu do człowieka z Ludas – odpowiednio więc 36 % i 33 %. Widać tu wyraźny wpływy migracji z Południa, zwłaszcza rolników neolitu i późniejszych; ich przedstawicielami jest kobieta z rodu mt14a i mężczyzna J2a1. Razem, na równi z ojcem R1a, są oni przodkami naszego #SK.

Ten fakt, że należymy do najwierniejszych spadkobierców biologicznego dziedzictwa pierwszych Europejczyków (raczej nie ze Wschodu i z nowszych czasów), powinno być nie tyle źródłem honoru, co raczej poczucia odpowiedzialności ludności Polski za przyszłość Europy, a dla naukowców - sygnałem do zmiany narracji w kręgach archeologów i historyków.

 

IV. Od kiedy te polskie i naddunajeckie gałęzie rodu R1a
mogą być uważane za etnicznie (językowo) słowiańskie?

 

Pytając o czas i miejsce, skąd przybyli nasi przodkowie na Sądecczyznę, mamy na myśli przede wszystkim ciągłość biologiczną, czyli tę rozpoznawalną w genetyce. Biorąc pod uwagę to, że obecność rodu R1a została już kilkoma odkryciami stwierdzona w kulturze łużyckiej  (około 1300-400 r. przed Chr). Wcześniej widzimy ją już w kulturze trzcinieckiej (od około 1900 lat przed Chr.), a nawet kulturze ceramiki sznurowej (od około 2900 lat przed Chr.). Ale tylko kultura łużycka została tu, nad Dunajcem, jednoznacznie zaświadczona archeologicznymi zabytkami. Jednak w DNA próbki #SK widzimy kontynuację nie tylko podstawowej mutacji/snipu/ łużyckiego i trzcinieckiego R1a-Z280, ale także z wcześniejszej kultury ceramiki sznurowej R1a-M417.

Interesującym, choć tylko drugorzędnym aspektem jest pytanie o czas uformowania się języka i w ogóle etnosu słowiańskiego w tej ludności. Skąd i od kiedy ludność rodu R1a posiada język słowiański? Bowiem kiedy autorzy piszą o przybyciu tu Słowian dopiero po VI wieku AD, mają zarazem na myśli nieobecność tych ludzi i ich jezyka i jakąś blisko dwustuletnią pustkę osadniczą po odejściu stąd plemion germańskich na południe i zachód około roku 400. Może jacyś ludzie tu zostali, bo przecież przekazali nam stare przedsłowiańskie nazwy rzeczne, ale nie mogli to być Słowianie , mają zwyczaj głosić i pisać autorzy.

Otóż musimy zauważyć pewne prawidło życia społecznego w starożytności: ludzie żyli w patriarchalnych czyli ojcowskich wspólnotach rodowych i w nich kształtowali swoje cechy etniczne z językiem włącznie. Obowiązywały: pariarchalność czyli rządy sprawowali ojcowie, patrylinealność czyli rody trzymały się własności praojców i patrylokalność czyli że ojcowie pozostawali w swoich rodowych siedzibach, a matki przeprowadzały sie do nich. To prawidło zdecydowanie jest potwierdzone w populacjach ludności indoeuropejskiej od dawna (G. Childe, M.Gimbutas i inni). Jeżeli gdzieś stwierdza się jakiś przejaw matriarchatu, to bywa on wyjątkowy i tylko w formie cząstkowej (taki, jak bywa też w islamie!).

Przykładów jest wiele. W grobach rozwijającej się wśród różnych kultur przed i po roku 3000 przed Chr. kultury amfor kulistych w Polsce, Niemczech i Ukrainie wszystkie szczątki męskie należa do rodu i2. W horyzoncie kultury ceramiki sznurowej, ponoć wieloetnicznej, rozwijające się w pobliżu różnych grup genetycznych, około 90 procent ludności to genetyczny ród ojcowski R1a. Ludność kultury jamowej nad Wołgą i Samarą to w około 90 procentach genetyczny ród ojcowski R1b. Kiedy w połowie III tysiąclecia przed Chr. pojawia sie w południowo-wschodniej Brytanii ludność kultury pucharów dzwonowatych, która wyszła z Europy Środkowej (Węgry, Niemcy, Czechy, Polska), gdzie żyła wśród różnych kultur, to na 135 pochówków prawie wszystkie (131) należały do ojcowskiego rodu R1b. Czym się kierowały formujące się wspólnoty kulturowe i polityczne, przygotowujące się do migracji, gdy nie miały wglądu w swoje genomy? Tylko pokrewieństwem ojcowskim. Okazało się ono tożsame z genetycznym, bo ludność wówczas ewoluowała biologicznie i etnicznie w swoich liniach ojcowskich!

W ojcowskich więc rodach kształtowaly się cechy etniczne, zwłaszcza język. Jeżeli wytwory ówczesnych rzemieślników, zwłaszcza te produkowane wyłącznie na cele kultu zmarłych, miały charakter sakralny i dlatego przez długi okres czasu otrzymywały te same formy i symbole zdobnicze, to najbardziej takim był język, szczególnie eksponowany w obrzędach i życiu domowym, o ile nie zadziałała jakaś przemoc w sposób doskonały przemieszczająca ludność wielojęzyczną. O trwałości języka kultowego i domowego świadczy przykład naszych sąsiadów – Słowaków. Węgierska władza polityczna i kulturowa działała tu prawie dokładnie tysiąc lat (906 – 1920). Ale po odzyskaniu samostanowienia nie było wiele trudności, by znów pojawiła się mowa słowacka, nawet w życiu publicznym. Możemy tu powołać się też na kilkanaście wieków utrzymywania się języka etnicznego Serbo-Łużyczan w Niemczech czy podobnej trwałości dialektu kaszubskiego. Takie zjawiska widzimy na każdym kontynencie, zwłaszcza tam, gdzie nie zadziałała ujednolicająca przemoc władzy, szkolnictwa lub mediów publicznych. W afrykańskim Kamerunie około 22 miliony mieszkańców używa dziś w życiu domowym ponad 270 języków! A jest to zjawisko niemal powszechne w krajach, w których do nie dawna nie działała przemoc ze strony władzy, systemu oświatowego lub mediów publicznych.

 W epoce wspólnot rodowych i plemiennych cechy wyrobów rzemieślniczych mogą dość łatwo się zmieniać, wystarczy że pojawią się nowi, sprawni i wpływowi wytwórcy lub napłyną obcy kupcy. Natomiast język rozwija się powoli i na drodze ewolucyjnej. Światowa indoeuropeistyka dość zgodnie wypowiada się, że język praindoeuropejski krystalizował się ostatecznie około czwartego tysiąclecia przed Chr., po którym następował stopniowy rozpad na dialekty indoeuropejskie. Ale nikt nie odważy się powiedzieć, jak długo trwało całe jego ewolucyjne formowanie się. Możemy zatem założyć, że jeżeli ród R1a rozwijał się i migrował we względnej izolacji od innych plemion, to łatwo i  arbitralnie można założyć początek języka w rejonie jeziora Bajkał i dorzecza Angary, gdzie też wyłoniła się bratnia linia R1b i gdzie żył ich wspólny przodek (R1 i R*), którego archeologiczny ślad datowany jest na czas 24.000 lat temu.

 

A teraz język prasłowiański i słowiański?

Zgodnie z klasyczną indoeuropeistyką w dziejach języków słowiańskich trzeba najpierw przyjąć  uformowanie sie jakiejś wspólnoty bałtosłowiańskiej i jej wspólnego języka. Jest ona potwierdzona zwłaszcza w 2017 r. kilkoma badaniami archeologicznych szczątków ludzi rodu R1a na terenie krajów bałtyckich, zwłaszcza Estonii, Litwy i przyległych szerszych pograniczy Rosji i Białorusi (brak dotąd badań szczątków z północno-wschodniej Polski!). Około roku 2000 przed Chr. można tę wspólnotę widzieć już bardziej na południe, w kręgu kultury trzcinieckiej,  czego świadectwem może być archeologiczny "człowiek z Gustorzyna" na Kujawach, z roku 1950 przed Chr. i z rodu R1a.  Wraz z tą kulturą ludzie R1a i ich język przechodzą do kultury łużyckiej, i to niezależnie od tego, przez jaką ludność jest ona inicjowana (może być, że przez Ilirów-Wenetów). Obecność rodu R1a w kulturze łużyckiej jest potwierdza kilkoma ówczesnymi pochówkami ze snipami rodu R1a.

Kolejną koncentrację tej ludności i formację dialektu prasłowiańskiego można widzieć około VI wieku przed Chr. w kulturze pomorskiej początkowo tylko na zachód od Dolnej Wisły i jej rozprzestrzenieniu się prawie na całą Polskę oraz w pochodnej kulturze urn domkowych na Mazowszu i Podlasiu.

W epoce tzw. wpływów rzymskich, a właściwie najazdów plemion celtyckich i germańskich (w wiekach od II przed do IV w. A.D.) ludność R1a żyła zapewne w rozproszeniu wśród grup najeźdźczych lub, może na skutek ich uciążliwego panoszenia się  - jako przymusowi uciekinierzy lub emigranci na tereny wschodnie, gdzie tworzyli m.in. archeologiczną kulturę Praga-Korczak.

Głównym argumentem zwolenników bardzo późnego wyłonienia się ludności słowiańskiej wraz ze swoim językiem z jakiejś małej ojczyzny w kulturze zarubinieckiej  i później jakiejś "puszczy nad Prypecią" jest to, że język już rozproszonych Słowian jeszcze w IX wieku odznaczał się wielką jednolitością. Ale w świetle tego, co wiemy o wczesnym rozprzestrzenieniu się ludzi ze słowiańskimi dziś snipami rodu R1a i z ewoluującą z praindoeuropejskiego języka formą bałtosłowiańskiej i prasłowiańskiej mowy, musimy szukać innego wytłumaczenia jednolitości języka słowiańskiego w IX wieku. Można to wytłumaczyć np. stwierdzonym trybem życia Prasłowian w warunkach ekologicznych strefy leśnej. Żyli na leśnych polanach (stąd "Polanie"!) we względnej izolacji od wpływów innych języków (stąd ich obcość dla autorów kręgu śródziemnomorskiego), ale zarazem w bardzo ożywionych kontaktach wewnętrznych, co budowało znaną nauce ich jednolitość kultury materialnej i duchowej. Ekspansja więc i migracja ludności kultury praskiej w VI-VII w. mogła być tylko czynnikiem ujednolicającym język większości Słowiańszczyzny.

Ważnym argumentem przeciw zupełnej pustce ludnościowej jest także duży potencjał ludnościowy w przedpaństwowym okresie grodowym w VII-IX wieku, zaświadczony dynamizmem budowlanym. Na Sądecczyźnie wymowne jest dla tego okresu świadectwo grodu Naszacowice. Początek tego grodu, datowany jest przez znanych autorów na koniec VIII wieku. Jego rozwój przez dziewiąte i dziesiąte stulecie w takim rozmiarze obwałowań i w takich warunkach terenowych wymagały olbrzymiego wysiłku i wielkich zasobów ludzkich. To nie mogło zaczynać się od nieśmiałego wkraczania nielicznej, skromnej i prymitywnej ludności kultury praskiej ze wschodu. Podobnie można interpretować niewiele młodsze grodzisko refugialne (schroniskowe), powstałe w lub nieco po 868 r. w Zawadzie Lanckorońskiej pod Czchowem. Kolejne, jakieś mało rozpoznane, ale nawet z filią w Marcinkowicach  grodzisko w Chełmcu nad Dunajcem, też o czymś świadczy. Podobnej refleksji wymaga także daleko wcześniejsze grodzisko w Maszkowicach, powstałe jeszcze w okresie grodziskowej kultury trzcinieckiej i mierzanowickiej, bo  około 1700 lat przed Chr., ale przez jakąś ludność z kultury Fuzesabony-Otomani z północno-wschodnich Węgier. Jeżeli ta warownia miała charakter refugialny, na okresowe schronienie, to trzeba założyć istnienie ludzkich trwałych osad i ich gospodarstw na sąsiednich wzgórzach. Ale archeologia ich jeszcze nie zidentyfikowała. Dlaczego? Bo widocznie brak jej metod badawczych, stosownych do warunków życia w kulturach strefy leśnej.

 

V. W naszym regionie nie tylko "rdzenni" Słowianie

 

Dotąd zajmowaliśmy się tylko głównym rodem genetycznym w Polsce i na Sądecczyźnie, ojcowskim R1a, ilustrując go na genetycznym obrazie naddunajeckiej próbki #SK. W  matczynym mitochondrium #SK wykazuje haplogrupę H14a (to mały procent), a w autosomalnych regionach DNA w 48 procentach – szczególny związek z najstarszą warstwą ludnościowa Europy. Na podstawie danych genealogii genetycznej Y-DNA i wsparci znajomością procesów rozwoju języka możemy jak R1a, tak i #SK uważać za rdzennie praindoeuropejski i rdzennie prasłowiański, a zarazem rdzennie z tutejszego regionu.

Ale, jak już zauważyliśmy, grupy społeczne rodowe czy większe, w starożytności żyły we wspólnocie i  organizacji rodowej patriarchalnej, miały więc odrębne dzieje powstania, migracji oraz rozwoju etnicznego. Jaki wobec tego udział w tym wszystkim ma pozostałych kilkanaście małych haplogrup, które teraz są spotykane na terenie Sądecczyzny obok lub wewnątrz owego głównego rodu, oznaczonego symbolem R1a?  Razem stanowią one te pozostałe 43 procent ludności Polski i Sądecczyzny.  Są one integralną częścią społeczeństwa polskiego i słowiańskiego. Wprawdzie na podstawie administrowanego przez naszego rodaka w Stanach Zjednoczonych Lawrence Mayka portalu Polish Project FTDNA te małe, kilkuprocentowe grupy wraz z ich lokalizacją na mapkach zostały już opisane w Almanachu Muszyny w rocznikach 2011 i 2012 - według wiedzy sprzed sześciu lat, ale dziś, wraz z rozwojem genealogii genetycznej, można by niektóre informacje nieco uaktualnić.

 

1) Ród R1b swoim genetycznym dalekim początku jest dosłownie bratem dla R1a. Ta linia wyłoniła sie zapewne tam, gdzie R1a, czyli w rejonie Jeziora Bajkał w południowej Syberii i też około 20.000 lat przed Chr., choć ku Europie migrowały zapewne oddzielnie, gdyż nie zdążyły się wzajemnie przemieszać na stałe, nawet już w Europie. A grupa ta  jest olbrzymia w świecie, zarówno w Azji Środkowej (języki tureckie), jak i w Europie Zachodniej. W Europie Zachodniej, liczebność R1b, zwłaszcza wśród ludów celtyckich, jest bardzo wysoka, do np. 80% ludności we francuskiej Bretonii, a wśród Basków nawet do 85 % ludności.

Przedstawiciele tego rodu pojawiali się w Europie sporadycznie już od 12 tysięcy lat przed Chr.  (w Villabruna we Włoszech), ale w dużej populacji uformowali się w dialekcie kentumowym języka praindoeuropejskiego zapewne w V-IV tysiącleciu przed Chr. na terenie kultury Jamna-Samara nad Wołgą albo raczej w rejonie przybałtyckim, gdzie dominowali np. w łotewskich Zwejniekach w kolejnych kulturach mezolitu i neolitu od około połowy VII do polowy III tysiąclecia przed Chr. A tam żyli w sąsiedztwie wówczas formułującego się dialektu satemowego w rodzie R1a na terenie Estonii, Litwy i zapewne północno-wschodniej Polski.  Jeśli tak, to w tym rejonie Europy można by upatrywać końcowego etapu istnienia i początku rozpadu wspólnoty praindoeuropejskiej.

Dzisiejsi przedstawiciele rodu R1b w Polsce mogą być lokalnymi potomkami grup kultury pucharów dzwonowatych lub unietyckiej oraz plemion celtyckich i germańskich w okresie tzw. wpływów rzymskich, kiedy to mogli być już w znacznej mierze przyswojeni przez ludność rodu R1a. Ojcowski ród R1b wśród ludności naszego regionu osiąga 10 procent, a więc o kilka procent mniej niż  ogólnie w Polsce. Choć zostawili jakieś ślady językowych wpływów celtyckich lub germańskich na formującym się języku prasłowiańskim, dziś są całkowicie zasymilowani i przyswojeni, i można ich uważać za współautorów słowiańskości i polskości naszej ludności.

 

2) Ród I1 i I2 (czytaj: i1 i i2). Ten stary ogólnoeuropejski, pochodzący jeszcze z czasów epoki lodowcowej, przedindoeuropejski  ród, jest drugim ważnym, choć też mniejszościowym rodem w Polsce. Ci szeroko rozprzestrzenieni w Europie ludzie skoncentrowali się głównie w Skandynawii, tam zostawili niemal największy w Europie procent mezolitycznego i wcześniejszego  komponentu DNA i tam mieli wyraźny wpływ na formujące sie języki germańskie, dając im wyraźny przedindoeuropejski substrat językowy. Ich drugie natomiast szczególne ugrupowanie, jakby "przysłowiańskie", dominuje w Górach Dynarskich, zwłaszcza w Chorwacji. Stali się tam odbiorcami raczej niż twórcami słowiańskości.

W Polsce ludność grupy I1 i I2 liczebnie sięga 15 procent ogółu ludności, więcej w rejonie przybałtyckim, a mniej na południu. Ten ród był, zapewne na Kujawach, założycielem kultury amfor kulistych około 3300 lat przed Chr. i w tej kulturze upowszechnił się w Polsce, Niemczech i na Ukrainie, wszędzie jako nieprzemieszany z innymi ojcowski ród  I1i I2. Dziś w naszym regionie żyje tylko około 5 procent z tego rodu, zasymilowanych i nie wykazujących żadnych przedindoeuropejskich odrębności językowych.

 

3) Ród E1b1. To odgałęzienie wielkiej haplogrupy E, pochodzenia wschodnioafrykańskiego. W Europie ten ród występuje głównie w gałęzi z mutacją V13, a skoncentrował się głównie w krajach bałkańskich, gdzie lokalnie np. na wyspach greckich, osiąga do 50 procent ogółu ludności, minimalizując się ku północy. Na Słowacji (w tym wśród Łemków) liczy do 11 procent ludności, a u nas do 8 procent, głównie na terenach połemkowskich. Ogólnie, poza Łemkowszczyzną, ród ten żyje w rozproszeniu i nie wykazuje żadnej odrębności etnicznej.

 

4) Ród G2a u nas to tylko kilka osób, 2 procent ludności. Ludność G2a, wyłoniona w rejonie Kaukazu, należała do pierwszych przybyłych z Anatolii (Turcja) rolników w Europie. Ich przedstawicielem był słynny "człowiek Ötzi", znaleziony w lodowcu na pograniczu Tyrolu i Włoch. Spodziewaliśmy się ich trochę więcej w rejonie Czchowa, gdzie około 5400 lat przed Chr. pojawili się, zwłaszcza w Łoniowej, pierwi u nas rolnicy.

 

5) Ród N1c – to grupa z Chin, Mongolii i Syberii oraz Uralu; grupa ugrofińska na północy Rosji, w Finlandii i u Bałtów, a także u Węgrów, od których Węgrzy, zasadniczo Słowianie, mają swój niesłowiański język. Ale i u Węgrów, i u nas stanowią dziś już tylko jeden procent ludności.

 

6) Rod J1 i J2 to dwa wielkie bliskowschodnie rody, J1 wyróżnia ludy semickie w Palestynie i Arabii, ale u nas go nie ma. Jest natomiast kilku przedstawicieli rodu J2a1. Wyłonił się w rejonie Kaukazu i towarzyszył przybyłym do Europy wczesnym rolnikom. Jeden wspominany był wyżej jako migrant w grupie pierwszych rolników, domniemany towarzysz linii matczynej H14a, spokrewniony z grupą założycieli Myken (Grecja); mógł mieć powiązania z linią człowieka z Ludas, a także mógł być uczestnikiem budowy warowni w Maszkowicach, zwaną w prasie Polskimi Mykenami, w pobliżu których ten ród został zidentyfikowany.

 

VI. Podsumowanie

Sądecczyzna ma więc wyraźną  genealogię genetyczną, jak cała Polska, trochę bardziej jednolitą. W większości to jeden wielki ród grupy R1a , wyłoniony w Azji około 22 tysiące lat trenu, w Europie nad Dnieprem obecny już ponad 10 tysięcy lat temu, w Polsce co najmniej od kultury ceramiki sznurowej, a więc blisko 5 tysięcy lat temu. Natomiast na Sądecczyźnie , jeśli nie od tzw. sznurowców czy późniejszej kultury trzcinieckiej (równoczesnej dla maszkowickiej warowni), to zapewne od początku kultury łużyckiej, czyli od ponad trzech tysięcy lat temu.

Rodowi temu przypisuje się ukształtowanie etnosu i języka praindoeuropejskiego, przynajmniej  jego grupy satemowej. Środkowo-wschodnioeuropejska ekspansja odbywała się zapewne w horyzoncie kultury ceramiki sznurowej, w której początkach rozwinęły się głównie dwie gałęzie rodu R1a ze swoimi snipami  PF6155 i Z280. Im można przypisać decydujący udział w rozwoju etnosu bałtosłowiańskiego w kulturach trzcinieckiej i łużyckiej (w tym także w rejonie Dunajca), następnie etnosu prasłowiańskiego i słowiańskiego w sięgających naszych ziem kulturach pomorskiej i podkloszowej od około VI-IV w. przed Chr. oraz zapewne w jakimś rozproszeniu w okresie najazdów plemion celtyckich i germańskich aż do początku V wieku A.D. Zarówno ciągłość genetyczne dzisiejszej ludności Sądecczyzny z ludnością neolitu czy brązu jak i powstanie wczesnych grodzisk schroniskowych czy mieszkalnych nad Dunajcem w VIII, IX czy X w. nie dopuszcza istnienia tu wcześniejszego i bezludzia w VI-VII wieku,  lecz wymaga względnie dużych zasobów ludnościowych.

Więc i co do Polski nie widzimy podstaw, by uważać ją za państwo z przypadku, a naszej ludności jako "koktajlu genów" czy "kotłowaniny narodów",  na co pisać ważyła się Polityka w dodatku "Pomocnik Historyczny 2015". Jak do niedawna ważni językoznawcy i historycy, tak teraz także liczący się genetycy, np. rosyjscy, widzą właśnie w Polsce swojego i innych narodów słowiańskich praojczynę.  Sam Oleg Bałanowski, główny znawcza europejskiej genetyki, autor wydania ważnej pozycji "Genofond Europy", w wywiadzie prasowym dla "Gazety.ru 14.01.2008" dawne powiedzenie: "Podrap Rosjanina, znajdziesz Tatarzyna" przeredagował na "Podrap Rosjanina, znajdziesz  - Polaka!"

Stanisław Pietrzak, Genetyka odsłania tajemnice pochodzenia ludności w dorzeczu Dunajca i jego sąsiedztwie,
Część 1. Almanach Muszyny 2011 
http://www.almanachmuszyny.pl/spisy/2011/genetyka%20odslania.pdf   http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/pol_dunajec.htm
Część 2, Almanach Muszyny 2012

 

 



 

[Strona w trakcie redakcji. Tu na prawach preprintu]

 

 

 

 


 

Do strony Pietrzakowie. Genealogia. Pietrzak
Do strony Kurczabowie. Genealogia Kurczab. Bołoz
Do strony Janikowie. Genealogia. Janik
Do strony Szlagowie. Genealogia. Szlaga / Ślaga
Powrót do Strony głównej witryny: Parafia TROPIE